240 KING STREET LONDON W 6 ORF GREAT BRITAIN
Wszelkie adresy pocztowe i internetowe oraz numery
telefonów i faksów do członków
sekretariatu, jak również numer konta bankowego EUWP znajdują
się na stronach internetowych EUWP: www.euwp.org
Strony te są
prowadzone przez Sekretarza Generalnego EUWP, Romana Śmigielskiego.
|
Listy Redaguje: Tadeusz Adam Pilat
Wszelką korespondencję w
sprawie „Listów informacyjnych” prosimy przesyłać
na adres: „NOVINAGĹRD” Ängahusvägen 22, 26176 Asmundtorp,
SWEDEN
tel.0046-418-432302, tel/fax –432394, tel.kom.0046-703-433010,
e-mail t.a.pilat@semera.se |
Drogie Kole żanki i
Drodzy Koledzy,
W li ście
zamieszczamy informacje i dokumenty, które nadpłynęły pod
koniec sierpnia oraz trzy wcześniejsze oświadczenia wiążące
się z sytuacją na Białorusi wydane przez organizacje członkowskie
EUWP. Łączę serdeczne pozdrowienia
Wrzesie ń
- 2005 r. Tadeusz Adam Pilat
Wiceprezydent EUWP
1) O świadczenie Andżeliki
Borys z 5/8-2005, apel o niebranie udziału
w zjeździe w Wołkowysku. Prośba do wszystkich rodaków na
świecie o pamięć i wsparcie.
2) Mniejszo ści
narodowe na Litwie popierają Polaków na Białorusi Oświadczenie
12 organizacji mniejszości
narodowych na Litwie w obronie ZPB i aresztowanych działaczy.
3) Apel bia łoruskich
radnych do Prezydenta Łukaszenki w
obronie prześladowanych działaczy
Związku Polaków na Białorusi.
4) „Kto si ę
boi Andżeliki Borys?”
Tekst Wacława Radziwinowicza w
"Wysokich Obcasach", poświęcony
Andżelice Borys. Życiorys, rodzina, historia i tło
konfliktu.
5) Solidarno ść
Białorusinów Wypowiedzi
red. naczelnego tygodnika "Głos
znad Niemna", Andrzeja Pisalnika i wiceprezesa ZPB, Józefa
Porzeckiego na spotkaniu z dziennikarzami, zorganizowanym przez dziennik
"Rzeczpospolita".
6) Prze śladowanie
Polaków na Białorusi Artykuł
prof. Andrzeja Stelmachowskiego
poświęcony genezie konfliktu i
zaistniałej sytuacji. Stanowisko Stow. Wspólnota Polska.
7) „Bia łoruska
puszka Pandory” Artykuł
niezależnego publicysty Aleksander Fieduta, byłego bliskiego współpracownika
Łukaszenki. Analiza i przyczyny ingerencji władz w ZPB.
8) O świadczenie Związku
Dziennikarzy Polskich na Wschodzie
9) O świadczenie
Zrzeszenia Organizacji Polonijnych w Szwecji
10) Odezwa Zwi ązku
Polaków na Litwie w sprawie Białorusi
* * *
1) O świadczenie Andżeliki
Borys 5/8-2005
Rodacy! Przyszedł czas próby! Zdaję
sobie sprawę, że w każdej chwili mogę zostać
aresztowana Wiem, że ten apel może
być moim ostatnim głosem do
Was na wolności.
Na VI Zjeździe w marcu 2005 roku
demokratycznie wybrano Prezesa i Radę Naczelną i to oni pozostają
jedyną legalną władzą Związku Polaków na Białorusi.
Nie ma żadnych podstaw prawnych do unieważnienia VI zjazdu.
Nasi przyjaciele i koledzy: Józef Porzecki, Andrzej Poczobut, Mieczysław
Jaśkiewicz, Tadeusz Gawin, Andrzej Pisalnik, Wiesław Kiewlak.
Zostali bezprawnie aresztowani i osadzeni w więzieniach. Ukarano ich
za przywiązanie do kultury ojczystej. Ukarano ich za miłość
i szacunek do prawdy i sprawiedliwości.
Siłą odebrano nam Nasz Dom
Polski w Grodnie, brutalnie wyrzucając i aresztując Polaków, którzy
strzegli polskości na Grodzieńszczyźnie.
Proszę Was, żebyście nie
uczestniczyli w zjeździe zwołanym przez władzę. Wiem,
że jej przedstawiciele nie dają Wam spokoju, przymuszając
Was do przyjazdu, do Wołkowyska.
Ten nowy zjazd, będzie naruszeniem
prawa białoruskiego i statutu Związku Polaków oraz dowodem
mieszania się władz Białorusi w życie polskiej
mniejszości.
Rodacy, pokazaliśmy światu,
że jesteśmy solidarni i silni. Wierzę, że dobro
zatriumfuje i że do nas należy zwycięstwo. Proszę
wszystkich Polaków i ludzi dobrej woli na świecie. Pamiętajcie
o nas!
Andżelika Borys -
Prezes Związku Polaków na Białorusi
2) Mniejszo ści
narodowe na Litwie popierają Polaków na Białorusi
17/8-2005 (PAP)
Solidarność z Polakami na
Białorusi w ich "walce o prawa człowieka"
wyraziło w środę kilkanaście organizacji mniejszości
narodowych na Litwie.
Oświadczenie podpisało 12
organizacji, reprezentujących m.in. litewskich Polaków, Azerów,
Tatarów, Karaimów, Ukraińców, Rosjan i Żydów. "Jesteśmy
zaniepokojeni działaniami władz białoruskich ograniczającymi
normalną działalność Związku
Polaków na Białorusi. Wyrażamy solidarność z
polskim stowarzyszeniem w jego walce o prawa człowieka
na Białorusi" - napisano w oświadczeniu. Na początku
sierpnia dziennikarze z polskiego dziennika na Litwie "Kuriera Wileńskiego"
w proteście przeciw prześladowaniu swych kolegów, zorganizowali
pikietę przed ambasadą białoruską w Wilnie. Pod
apelem, wyrażającym solidarność ze Związkiem
Polaków na Białorusi, podpisali się przedstawiciele także
innych polskich mediów na Litwie.
Władze Litwy dotychczas nie zajęły
w tej kwestii żadnego stanowiska.
3) Apel bia łoruskich
radnych do Prezydenta Łukaszenki 24/8-2005
(PAP)
Grupa związanych z opozycja białoruskich
radnych różnych szczebli, m.in. z Grodna, Homla i Biełaaziorska,
wezwała w środę prezydenta Białorusi, Aleksandra
Łukaszenkę, do powstrzymania się od prześladowania
działaczy Związku Polaków na Białorusi (ZPB). W tej
sprawie sformułowano specjalny apel. W swym apelu radni podkreślają,
że "wielu działaczy (polskiej) organizacji spotkały
bezpodstawne kary aresztu oraz są
prześladowani przez władze". Ich zdaniem, "państwo
rozpoczęło prawdziwą wojnę z Andżeliką Borys
i jej zwolennikami", zaś "zajęcie siedziby ZPB przez
OMON jest przejawem zniewagi nie tylko wobec członków organizacji,
ale i ludzi dobrej woli".
Sygnatariusze apelu wskazują,
że "państwowe media w sposób jednostronny i tendencyjny
przedstawiają sytuację powstałą wokół
organizacji społecznej - sztucznie rozpalając konflikt na tle
narodowościowym". Dlatego radni apelują do prezydenta, aby
"powstrzymał antykonstytucyjne działania
i rozpoczął dialog z udziałem wybranego zgodnie z prawem
kierownictwa Związku Polaków na czele z Andżeliką
Borys". Jeden z polskich działaczy ZPB, Andrzej Poczobut,
poinformował, że pod apelem podpisało się na razie 7
radnych różnych ugrupowań
opozycyjnych. Podpisy będą jednak nadal zbierane po wysłaniu
listu do prezydenta. Na razie nie wiadomo, czy prezydent w ogóle odpowie
na apel i ewentualnie kiedy to zrobi. Dwa miesiące temu około 3
tysięcy przedstawicieli polskiej mniejszości na Białorusi
podpisało się pod apelem do Łukaszenki, zwracając się
do prezydenta Białorusi "jako gwaranta konstytucyjnych praw
obywateli (...) o powstrzymanie niszczenia Związku Polaków".
Poczobut powiedział, że na tamten apel do siedziby Związku
Polaków w trakcie przewidzianego prawem miesiąca
czasu odpowiedź z kancelarii prezydenta nie przyszła.
4) „Kto się
boi Andżeliki Borys?”
Tekst: Wacław Radziwinowicz
Należy do tych kobiet, które, czując
stałe zagrożenie, przybierają na wadze. Martwi się
tym, ale próbuje się pocieszać: - To nic. W końcu
mnie posadzą, wtedy w więzieniu ogłoszę głodówkę
i wrócę do normy. Dowcip taki bardziej wisielczy. Andżelika
dobrze wie, że białoruskie więzienie nie jest miejscem na
poprawianie urody. Opowieści jej najbliższych współpracowników,
którzy już siedzą, nie pozostawiają złudzeń.
Na "narach" jak sardynki
W Lidzie siedzi Andrzej Pisalnik, redaktor naczelny "Głosu
znad Niemna", organu Związku Polaków na Białorusi, i
Andrzej Poczobutt, polonijny dziennikarz. Tam do niedawna siedzieli też
Józef Porzecki, wiceprezes ZPB, i działacz związkowy Mieczysław
Jaśkiewicz. W Grodnie trzymają Tadeusza Gawina, założyciela
ZPB i pierwszego prezesa Związku, razem z nim siedzi Wiesław
Kiewlak, zastępca Andżeliki. Na Białorusi skazanych na krótkie
wyroki - a Łukaszenko politycznych sadza teraz na 10-15 dni - trzymają
w SIZO (Sledstwiennyj Izolator Wriemiennego Sodierżanija), czyli
areszcie śledczym. A SIZO to w tym kraju, podobnie jak w Rosji,
najbardziej paskudne miejsce w fatalnym systemie więziennym. Typowa
cela czy to w Lidzie, Grodnie czy w stołecznym Mińsku to
betonowa klatka o wymiarach 5 na 3 m. Większą jej część
zajmują "nary", postument z
brudnych desek, na którym się śpi. Bez materaca, koca. Jeśli
się dobrze trafi, w celi ma się paraszę - metalowy kibel,
do którego ludzie załatwiają się na oczach współwięźniów.
Jeśli nie ma kibla, za potrzebą wyprowadzają dwa razy na
dobę. Łaźnia zgodnie z regulaminem przysługuje więźniowi
raz na tydzień. Ale nikt z moich znajomych, którzy byli w którymś
z SIZO, nigdy jej nie widział. Opłukać twarz można
w zasadzie tylko wtedy, kiedy w paczce od krewnych dostanie się
butelki z wodą mineralną. Choć pod sufitem przez okrągłą
dobę pali się goła żarówka, jest zbyt ciemno, by
czytać. Do jednej celi wsadzają
tu i po dziesięć osób. Politycznym lubią
podsadzić włóczęgów,
alkoholików. I całe to towarzystwo, przytulając się do
siebie jak sardynki w puszce, próbuje spać na jednych
twardych narach. Ci, którzy odsiedzieli swoje dwa tygodnie, wychodzą
brudni i wychudzeni, bo bałanda, czyli serwowana raz dziennie zupa,
za którą więzień musi zapłacić dolara, do
jedzenia się nie nadaje. Ale kto wie,
czy Andżelika, kiedy wreszcie - w co nikt nie wątpi - trafi do
więzienia, rzeczywiście nie odetchnie. Może w SIZO nie będą
dochodzić odgłosy obławy,
którą osacza ją białoruski dyktator, jego KGB,
prokuratura, posłuszne Łukaszence media, liczni - jak się
okazuje - konfidenci służb specjalnych w szeregach ZPB. Cały
aparat państwowy od marca, kiedy Andżelika Borys została
niespodziewanie wybrana na prezesa Związku, masakruje psychicznie tę
31-letnią prostą dziewczynę.
Oblężenie Domu Polskiego
Umawialiśmy się z Andżeliką
na początek sierpnia. Mieliśmy przyjechać do niej na
parę dni, rozmawiać o jej życiu,
rodzinie, planach - tak jak to zazwyczaj robimy z bohaterkami tekstów w
"Wysokich Obcasach". Przyjechaliśmy do Grodna wcześniej,
w środę 27 lipca, bo już było jasne, że
ostateczna rozprawa z nią i Związkiem Polaków na Białorusi
rozpocznie się lada chwila.
We wtorek w Szczuczynie milicja aresztowała Porzeckiego, Poczobutta i
Jaśkiewicza. Agenci przyszli też po Pisalnika. Nie wzięli
go, bo akurat był w Bratysławie. Władze oczyszczały
przedpole przed zaplanowanym na środę w Szczuczynie posiedzeniem
byłej Rady Naczelnej ZPB. Byłych członków zwoływał
Tadeusz Kruczkowski, idący na pasku KGB były szef Związku.
Jasne było, że Rada miała zdjąć Andżelikę
ze stanowiska i dać władzom
pretekst do przejęcia ZPB siłą.
Kiedy przyjechaliśmy do Grodna w środę rano, okazało
się, że domek przy skrzyżowaniu ulic Dzierżyńskiego
i 17 Września (obchodzonego tu jako dzień wyzwolenia - od
panowania polskiego oczywiście), gdzie mieści się główna
siedziba ZPB, otaczają gromady tajniaków z KGB. Wszędzie wokół
było też pełno milicji. Wchodzących i wychodzących
z budynku starannie filmował operator milicyjny. Tak tu było od
kilku tygodni, kiedy sam Łukaszenko, a za nim jego telewizje zaczęli
oskarżać Andżelikę,
jej współpracowników i władze w Warszawie, że chcą
przekształcić Białoruś
w drugie Kosowo, kraj ogarnięty wojną domową. Teraz jednak
pojawiło się coś nowego - samochody z rosłymi chłopami
z OMON-u, formacji służącej do szturmów i rozganiania
demonstracji.
Za ręce i nogi
W samym Domu Polskim zamieszanie. Wzburzona Andżelika,
odpalając jednego papierosa od drugiego, przekrzykuje się z zapłakaną
Haliną Jakołcewicz, szefową miejscowego koła Sybiraków:
- Pojadę! - Nie pojedziesz. Znowu dostaniesz ataku i jeszcze umrzesz!
Albo cię zamkną jak tamtych i z kim my zostaniemy! - podnoszą
głosy tak, że chwilami zagłuszają chór kilkunastu
starszych pań śpiewających "Rotę" i
"Pod Twoją obronę", znak dla agentów czyhających
pod oknami, że są gotowe bronić swojego domu. Andżelika
rwie się, by jechać do Lidy na proces trójki współpracowników,
albo do Szczuczyna, gdzie zbierają się związkowi renegaci.
- Żeby popatrzeć im w oczy, zobaczyć,
kto zdradził - tłumaczy. - Uspokój
się! - błaga pani Halina. Opowiada, że po Andżelikę
też już przychodzili. Koło północy ktoś dobijał
się do jej mieszkania. - Nie otworzyła drzwi i dobrze zrobiła.
Ale kiedy rano przyszła do pracy, zasłabła. Serce. Wzywaliśmy
lekarza. Zrobił zastrzyk. Dał leki. I jak teraz jechać!
Przecież albo posadzą, albo sama się
wykończy. Co robić? - szuka rady zrozpaczona pani Halina.
Na szczęście na wolności są
jeszcze Kiewlak i Gawin. Pod wieczór przyjedzie Pisalnik. Można
zamknąć się z nimi w
gabinecie prezesa. Spokojnie naradzić. Ale tego gabinetu
wieczorem już nie będzie. Wedrze się
tu szef grodzieńskiej milicji płk Jurij Czebanow i każe się
wszystkim wynosić, bo tak kazał
minister sprawiedliwości Republiki Białoruś, a renegaci od
Kruczkowskiego ogłosili, że wyrzucają Andżelikę i
jej współpracowników ze Związku i zwołują nowy zjazd
ZPB. Tymi, którzy nie wyjdą dobrowolnie, zajmie się major
Aleksandr Chilko. To on rozkazał omonowcom za ręce i nogi wynosić
starszych członków Związku, którzy,
śpiewając "Nie rzucim ziemi...", położyli się
na podłodze. Posiniaczoną Halinę Jakołcewicz i Leona
Podlacha w porwanej przez napastników koszuli kazał zabrać
na posterunek. Za kilka dni nie będzie
już też ani Gawina, ani Kiewlaka, ani Pisalnika. Zgarnęli
ich zaraz po tym, jak do Grodna ze słowami wsparcia dla Andżeliki
i jej zwolenników przyjechał z Warszawy wicemarszałek Sejmu
Donald Tusk. Ludzie Łukaszenki pokazali Andżelice i trzymającym
się jej Polakom, że żadna Polska im nie pomoże. Tydzień
później nie przepuścili przez granicę jadących do
Grodna polskich deputowanych do Parlamentu Europejskiego.
Tajniacy, "minimałki"
i kamerzysta
Wokół jej domu, typowego pięciopiętrowego
bloku z wielkiej płyty, jakie w czasach Breżniewa budowano w całym
demoludzie od Kamczatki do Berlina, stale czuwają agenci. Na uliczce
biegnącej wzdłuż budynku co jakiś czas pojawia się
samochód bez tablic rejestracyjnych. Białorusini wierzą, że
takimi nieoznakowanymi wozami jeżdżą tajniacy ze
"szwadronów śmierci", które porywają i likwidują
ludzi niewygodnych dla władzy. Trudno powiedzieć, czy to
prawda. W każdym razie pojawienie się
wozu bez tablic pod czyimś domem budzi trwogę. Wszędzie,
gdzie Andżelika spotyka się ze swymi zwolennikami, natychmiast
zjawia się i major Chilko. Lubi postraszyć trzy starsze
panie stojące pod prokuraturą,
gdzie przesłuchują Andżelikę, że ich obecność
w miejscu publicznym może "być
oceniona jako nielegalne zgromadzenie", za co grozi kara wysokości
iluś tam "minimałek" ("minimalne wynagrodzenie za
pracę" - dziś na Białorusi to ok. 12 dol.). Chilko
szczodrze szafuje "minimałkami" - grozi, że będzie
ich tyle, że i cała roczna emerytura nie wystarczy na opłacenie
grzywny. A tam, gdzie Andżelice uda się rozmawiać z
ludźmi, natychmiast zjawia się
kamera milicyjna. Jej operator, niski, rudawy, jest nawet dosyć
sympatyczny. Rozmawia z polskimi fotoreporterami. Czasem pomacha do
obiektywu. Kiedy poproszą, grzecznie
wyjdzie z kadru. Za nic jednak nie chce powiedzieć, czy państwowa
telewizja, która codziennie wykorzystuje świeże nagrania z jego
milicyjnej kamery, płaci mu honoraria.
Przesłuchania chodzą
parami
Milicjanci i prokuratorzy rozmiękczają
Andżelikę przesłuchaniami. Najpierw dostaje wezwanie na
milicję. A kiedy ją tam maglują, dzwoni prokurator i
"serdecznie zaprasza" do siebie, jak tylko "pani wyjdzie z
komendy".
- A wezwanie? - pyta Andżelika.
- Wręczymy, kiedy tylko się pani u nas zjawi - odpowiada słuchawka.
O co pytają? O to, kto pomaga Pisalnikowi drukować w
Polsce związkowy "Głos znad
Niemna", którego nie chce drukować państwowa
drukarnia w Grodnie. O związkowe pieniądze, które miała
ukraść. O sprzęt przysłany
z Polski, który też ponoć przepadł.
I grożą. Jeśli jej zwolennicy nie przestaną się
zbierać, modlić i śpiewać
pod chronionym przez milicję i zajętym
przez Kruczkowskiego Domem Polskim, to "porozmawiamy inaczej".
Rozumie, że "inaczej" znaczy, że zamkną. Rozmowy
z prokuratorami rejestruje kamera. Trzeba uważać na każde
słowo, bo ten zapis mogą już wieczorem pokazać
w ogólnopaństwowej telewizji. - Oni nie
prowadzą żadnego formalnego śledztwa, nie szukają
dowodów winy. Jeśli zechcą, sfabrykują dowody. U nas w
sprawach politycznych jako świadkowie najczęściej występują
milicjanci, którzy recytują wykute formułki. Władze wiedzą,
że ostatecznie rozprawią się z niezależnym Związkiem
Polaków dopiero, kiedy uda im się złamać Andżelikę.
I temu służą te przesłuchania, straszenie. Dla nich
najlepiej by było, gdyby wystraszona sama się wycofała,
schowała w mysią dziurę - mówi Mykoła Markiewicz,
wybitny opozycyjny dziennikarz, który sam przeszedł przez śledztwa
i więzienie.
Co napisała Alina?
W mysią dziurę, o której mówi
Markiewicz, schowała się Alina Jaroszewicz, szefowa oddziału
Związku Polaków na Białorusi w przygranicznym Brześciu. Ją,
wykładowczynię na miejscowej uczelni, też łamali na
przesłuchaniach. Próbowała się bronić, napisała
list do Zarządu Głównego ZPB. Pisała, że milicja próbuje
zrobić z niej agenta, że
przesłuchuje po nocach, straszy wszczęciem sprawy kryminalnej.
Kiedy Związek przesłał jej skargę do ministerstwa
sprawiedliwości i KGB, żądając wyjaśnień,
przerażona uciekła do Polski. Kompletnie załamana przyszła
do mnie do redakcji. Bała się wracać. Bała
się, że jeśli nie wróci, coś strasznego stanie się
z jej rodziną. Pokazywała mi swój list, potwierdzała,
że to ona go napisała, ale prosiła, żeby w gazecie
napisać, że żadnego
listu nie było. Wróciła do Brześcia. Kilka dni później
główny kanał telewizji białoruskiej nadał reportaż,
w którym znalazła się udzielona ponoć radiu w Brześciu
wypowiedź pani Jaroszewicz, że skarga nie jest jej autorstwa. A
ona sama zniknęła. Jej telefony komórkowe zamilkły. Mama,
do której się dodzwoniłem, zapewniła mnie, że
"Alina wyjechała na długo i daleko". W przeddzień
szturmu na Dom Polski w Grodnie do siedziby ZPB nie wiadomo skąd
przyszła faksem jej rezygnacja z wszelkich funkcji związkowych.
Nie wiem, o co pan pyta
Po podwójnych przesłuchaniach Andżelika
jest na ostatnich nogach. Skrajnie zdenerwowana. Kiedy przed prokuraturą
zadałem jej jakieś proste pytanie, spojrzała na mnie
wystraszona i odpowiedziała: - Nie rozumiem, o co pan pyta.
- Andżeliko, przecież jesteśmy na ty.
- Przepraszam. Myślę już tylko o tym, żeby zamknąć
się w domu, odpocząć.
Atak z ekranu
A w domu wieczorami wcale nie jest spokojnie. Przychodzą
dziennikarze. Stale dzwonią z jakichś redakcji. Andżelika
odpowiada po polsku, po rosyjsku, po białorusku. O 20.30 czasu
miejscowego zaczynają się w powszechnie tu oglądanym
pierwszym programie Telewizji Polskiej "Wiadomości".
Zazwyczaj jest reportaż z Grodna Agnieszki Romaszewskiej, reakcje
Polaków na to, co dzieje się na Białorusi. To podnosi na duchu.
Polska pamięta, Polska popiera. A zaraz potem psychiczny zjazd. O
21.00 zaczyna się "Panarama", główny program
informacyjny telewizji białoruskiej. Głównym bohaterem jest tam
od zawsze Łukaszenko. Prezydent rozwalony za biurkiem uczy ministrów,
jak zbierać zboże, rozwijać
oświatę, leczyć dzieci.
Ministrowie, stając za przystawionym do
prezydenckiego biurka stołem, coś dukają albo wystraszeni
milczą. Kiedy znika prezydent i jego podwładni, na ekranie
pojawia się Andżelika, wcielenie zła. Telewidzowie dowiadują
się, że, działając na polecenie z Warszawy i
Waszyngtonu, próbuje wzniecić niepokój w ich spokojnym
kraju. Że podburza i spiskuje. Że
świadkowie oskarżają ją o kradzież tysięcy
dolarów, za które kupiła sobie dwa mieszkania i buduje willę.
Ulubioną ilustracją tych informacji jest teczka z napisem
"dieło" (sprawa - w tym przypadku kryminalna) i czyjeś
dłonie przeliczające banknoty studolarowe.
Po "Panaramie" program publicysty czny "Komentarz
dnia" albo "W centrum uwagi" - znów opowieści o
spisku, Amerykanach, dolarach. I o tym, że na Białorusi nikt nie
dyskryminuje mniejszości polskiej, a dyskryminacja to jest w Polsce,
gdzie "mniejszości żyją jak Indianie w
rezerwatach". Andżelika podenerwowana próbuje dyskutować
z telewizorem. Znowu pali jednego papierosa po drugim, tłumaczy
polskim dziennikarzom, którzy jak co dzień zasiedzieli się w
jej gościnnym domu, że nie kradła, że nie ma żadnej
willi.
O Borysach spod Sokółki
W przerwach między telefonami Andżelika
próbowała opowiadać o rodzinie. O Borysach, których
wielu mieszka pod Sokółką. O
dziadku Antonim, ochotniku walczącym u Piłsudskiego z
bolszewikami. Przed wojną Antoni za pieniądze zarobione na
saksach we Francji kupił kawał ziemi we wsi Grzebienie. Andżelika
jak największą relikwię przechowuje akt notarialny na tę
ziemię spisany przez notariusza w Sokółce. Potem, kiedy po 17
września 1939 roku do Grzebieni przyszli Sowieci, Antoni przez tę
ziemię i tego Piłsudskiego musiał ukrywać się
w ziemiance w lesie. Wytrwał w lesie do czasu przyjścia Niemców.
Po wojnie Grzebienie znalazły się sześć
kilometrów za nową granicą Polski.
Ta wioska do dziś jest niedostępna dla obcych. Na Białorusi,
żeby się dostać do strefy przygranicznej, trzeba się
wystarać o specjalne zezwolenie władz.
Andżelika ochrzczona nocą
Po wojnie ziemia kupiona przez Antoniego poszła
do kołchozu. Został tylko akt notarialny. Dziadkowi sowieci dali
spokój, ale rodzice Andżeliki, których system sowiecki przez dziesięciolecia
uczył pokory, jeszcze teraz boją się wspominać
o jego służbie u Piłsudskiego
i ziemiance w lesie.
- Urodziłam się jesienią 1973 roku, ale jeszcze pamiętam
u nas w Grzebieniach przebłyski starych polskich tradycji. Jeszcze do
niektórych osób mówiło się "proszę pani",
"proszę pana", a nie tak jak do innych kołchoźników
- na ty. I były polskie święta. Za stołem, z kolędami.
To było takie inne od tego kołchozowego zaniedbania, bałaganu,
pijaństwa - wspomina Andżelika. Jak mi powiedział Antoni,
brat Andżeliki, jedną z tych osób, do których w przygranicznym
kołchozie mówiło się "proszę pani", była
"pani Marysia", ich babcia. - Bali się jej wszyscy, bo każdemu
mówiła prawdę w oczy. A i w domu trzymała porządek.
Goniła do pracy, nie pozwalała mężczyznom pić.
To ona nas chrzciła. Andżelikę
potajemnie nocą, bo władze zabraniały, w kościele w
Żełudku, daleko za Szczuczynem. Przygotowała ją też
potajemnie, bo proboszcz w Odolsku się bał, do pierwszej
komunii. Uparła się wtedy i u fotografa zrobiła jej zdjęcie
w sukience komunijnej - opowiada o babci Antoni i zapewnia, że Andżelika
właśnie po "pani Marysi" odziedziczyła twardość
charakteru: - Ona jest najstarsza z całej
czwórki naszego rodzeństwa. I zawsze nam szefowała. Umiała
nas bronić. Jak trzeba, to i chłopakowi
potrafiła przylać. Rodzeństwo
dziś pomaga swojej Andżelice. Ania, bardzo podobna do starszej
siostry, teraz prowadzi jej dom. Każdego, nawet bardzo spóźnionego
gościa nakarmi i jeszcze ślicznie się uśmiechnie. W
spore tarapaty wpadł brat Andżeliki Wiktor, oficer milicji białoruskiej.
Przełożeni próbowali go zmusić, żeby
przekazał siostrze wezwanie na przesłuchanie. Rzucił świstek
na ziemię, powiedział, że nie podniesie. Już wie,
że będzie musiał się pożegnać ze służbą.
Miała być lekarką
W rodzinie Borysów wszyscy są przerażeni
tym, co się dzieje wokół Andżeliki, tymi strasznymi
rzeczami, które o niej opowiadają w telewizji. A rodzice przecież
wybrali dla niej zupełnie inne życie. Chcieli, żeby była
lekarką. Kiedy miała 17 lat, dostała się na pediatrię
w Grodnie. Ale przeczytała ogłoszenie, że Studium
Nauczycielskie w Zamościu przyjmuje kandydatów zza wschodniej
granicy. Wyjechała do Polski, wróciła jako nauczycielka
polskiego do szkoły w swym parafialnym Odolsku. Skończyła
jeszcze studia pedagogiczne w Białymstoku i wtedy dostała posadę
w Związku Polaków na Białorusi, gdzie kierowała szkołami
polskimi. - Jeździłam po całym kraju. Poznałam
wszystkich nauczycieli. Dzieci też. Polubiliśmy się. Ta
praca bardzo mi odpowiadała, nie chciałam nic zmieniać
- zapewnia Andżelika.
Prezes na haku
Wszystko zmieniło się jednak samo,
kiedy szefem ZPB na miejsce Tadeusza Gawina został Tadeusz
Kruczkowski, wykładowca historii na uniwersytecie w Grodnie, człowiek,
który ma opinię fircyka w zalotach. I to ustawicznych. Studenci
nazywają go "doktor seks". Opowiadają, że co
ładniejsze dziewczyny zaprasza na zdawanie egzaminów do domu. Jedna
ze studentek publicznie oskarżyła go o gwałt, prokuratura
jednak umorzyła postępowanie.
- A jak traktował ciebie, kiedy został szefem? - zapytałem
Andżelikę.
- No, próbował się przystawiać. Powiedziałam,
żeby się odczepił - błękitne oczy Andżeliki
ze złości robią się tak granatowe, że przypominają
mi się słowa Anatola, że siostra potrafi przyłożyć.
Kruczkowski zamroził działalność
Związku. Nie budował szkół,
które obiecał, we wszystkim słuchał władz w Mińsku.
Podwładnym, którzy się z nim nie zgadzali, nie płacił
pensji, choć regularnie otrzymywał
na nie pieniądze z Warszawy. Odcinał im telefony. Zwlekał
ze zwołaniem zjazdu ZPB, który miał wybrać nowe władze.
Kiedy wreszcie w marcu tego roku zjazd zwołano, cała maszyna państwowa
próbowała zapewnić mu utrzymanie się
na stołku. Wszyscy delegaci byli wzywani do wydziałów
ideologicznych swoich administracji rejonowych. Tam słyszeli, że
mają głosować na Kruczkowskiego. Bo inaczej stracą
pracę, ich dzieci wylecą z uczelni.
- Mieliśmy tego dość. Na zjeździe
ludzie mówili Kruczkowskiemu w oczy, że uważają go za
agenta KGB, które trzyma go na haku za jego grzeszki. Jego studentka wdarła
się na mównicę i wykrzyczała mu w twarz: "Czego się
śmiejesz? Jak mnie gwałciłeś, to się nie śmiałeś!".
Skandal za skandalem. I wtedy zaczęliśmy między sobą mówić,
że potrzebny jest nam ktoś nowy,
energiczny, bez związków z KGB. A taka właśnie jest Andżelika,
którą znają i lubią ludzie w terenie. I głosowaliśmy
na nią. Ona dostała 152 głosy, a Kruczkowski 116 -
przypomina Teresa Hołownia, szefowa koła ZPB we wsi Indura, i
dodaje: - Teraz mówią, że zjazd trzeba powtórzyć,
odwołać Andżelikę,
wybrać nowe władze, bo
tamten w marcu był przygotowany niezgodnie z prawem. A kto organizował
tamten zjazd? Przecież sam Kruczkowski razem z administracją państwową
i KGB!
Łukaszenko nie popuści
Ale Łukaszenko zrobi wszystko, żeby
odebrać Związkowi Polaków
niezależność. W jego państwie
nie może być żadnej
niezależnej organizacji, żaden człowiek nie może być
wybrany na szefa, choćby związku
hodowców gołębi pocztowych, bez jego akceptacji. Taka jest
logika każdego państwa totalitarnego. Dlatego Andżelika
jest wciąż wzywana na przesłuchania, jej współpracownicy
siedzą, a oficjalna propaganda ich szkaluje. I będzie to robić,
póki ich nie złamie. Jeśli mu na
to pozwolimy.
5) Solidarno ść
Białorusinów 16/8-2005
Warszawa (PAP)
Nieformalny rzecznik Związku Polaków
na Białorusi (ZPB), redaktor naczelny tygodnika "Głos znad
Niemna" Andrzej Pisalnik uważa, że Białorusini - w
przeciwieństwie do władz w Mińsku - solidaryzują się
z represjonowanymi Polakami.
Pisalnik razem z wiceprezesem Związku
Józefem Porzeckim wziął we wtorek udział w spotkaniu z
dziennikarzami, zorganizowanym przez dziennik "Rzeczpospolita".
Pisalnik i Porzecki byli wśród aresztowanych na 10 dni działaczy
ZPB.
"Białorusini - choć
zastraszeni - narażając swoją
wolność solidaryzują się
z nami, bo nie podoba im się to, co się z nami dzieje" - mówił
Pisalnik.
„Propaganda białoruska - dodał
- pokazuje ustawione akcje - pikietowanie ambasady czy konsulatów, jakie
prowadzą zmuszeni do tego studenci uczelni państwowych". Równolegle,
podkreślił jednak, odbywają się pikiety na znak
solidarności z Polakami, będące wyrazem poparcia dla działaczy
Związku. Porzecki podkreślał, że od marca, kiedy to na
przewodniczącą Związku Polaków na Białorusi została
wybrana Andżelika Borys, polska mniejszość narodową
- i sam Związek - stały się obiektem "prześladowań,
szykanów, zmasowanego ataku władz białoruskich".
"Tak zwanym zjazdem" nazwał
przewidziane na 27 sierpnia powtórne wybory kierownictwa Związku.
Termin ten wyznaczyła stara Rada Naczelna ZPB zgodnie z rekomendacją
białoruskich władz, które nie uznają nowego kierownictwa
Związku z Borys na czele.
"Nie nazwę tego kolejnym zjazdem
Związku Polaków na Białorusi, ale zjazdem czy zebraniem, które
przeprowadza władza białoruska" - mówił.
"Władzom białoruskim
potrzebny jest ten zjazd - mówił Pisalnik - aby pokazać,
że opanowały sytuację, że
Polacy są z władzą i nikt ich nie prześladuje".
Według jego informacji, w sierpniowym Zjeździe ma uczestniczyć
nawet do 200 delegatów. Są oni -
twierdzi Pisalnik - instruowani przez stare władze Związku, aby
"głosować na tego, kto będzie
wyłoniony - absolutnie żadnego sprzeciwu, żadnych
kontrkandydatów".
Pisalnik podkreślił, że choć
formalnym adresem Związku w Grodnie
pozostanie Dzierżyńskiego 32, to "nie jest to już
siedziba Związku, tylko sztab przygotowania nowego zjazdu przez
administrację Łukaszenki". Zdaniem Pisalnika, rozwiązanie
problemów na Białorusi wymaga zmiany rządzących.
"Szkoda tego majątku związkowego, który podatnik polski
nam zafundował, ale nawet jeśli władze formalnie przejmą
majątek Związku, to mam nadzieję, że nowa władza
z przeprosinami odda to znowu Polakom" - uznał. "Niech oni
mają to na rok, na dwa" - dodał.
"Organizację stanowią
ludzie - sprzęt, majątek, domy, samochody mogą być
zabrane, ale to ludzie tworzą Związek
Polaków na Białorusi" - podkreślał z kolei Porzecki.
Obaj działacze dziękowali Polakom za wsparcie działalności
Związku, szczególnie w tak trudnym dla niego momencie. "Bez
waszej solidarności trudno byłoby nam przetrwać"
- mówił Porzecki.
Według danych z ostatniego spisu
powszechnego, na Białorusi - liczącej prawie 10 mln mieszkańców
- żyje 400 tys. Polaków. Związek Polaków na Białorusi
jest największą w republice organizacją społeczną.
Sytuacja w ZPB zaostrzyła się w trakcie VI zjazdu
przeprowadzonego w marcu. Wyłoniono na nim nowe kierownictwo z Andżeliką
Borys na czele. Białoruski resort sprawiedliwości uznał
zjazd za nielegalny, zaś jego decyzje za nieprawomocne. Zażądano
zorganizowania nowego zjazdu. Tak zwana stara Rada Naczelna ZPB, zgodnie z
rekomendacją białoruskich władz, wyznaczyła powtórne
wybory kierownictwa Związku na zjeździe 27 sierpnia w Wołkowysku.
W miarę rozwoju konfliktu zaostrzyły się także
stosunki między Białorusią a Polską, wymieniono ostre
oświadczenia, obie strony wydalały dyplomatów, na konsultacje
do Warszawy odwołano polskiego ambasadora Tadeusza Pawlaka.
6) Prze śladowanie
Polaków na Białorusi Prof. Andrzej Stelmachowski
Ostatnie wydarzenia na terenie Białorusi,
w szczególności „wojna dyplomatyczna” (wszczęta przez władze
Białorusi), w wyniku której wydalono w niewielkich odstępach
czasu trzech polskich przedstawicieli dyplomatycznych (podobne wydalenia
dyplomatów białoruskich przez stronę polską miały
charakter retorsji wzajemnych), a nade wszystko atak wymierzony przeciwko
Związkowi Polaków na Białorusi zwróciły uwagę opinii
publicznej na sprawy polskie na Białorusi.
Autorytarny charakter rządów na Białorusi
powodował, iż sprawy polskie były przez dłuższy
czas postrzegane jako element powszechnego dławienia wszelkiej
niezależnej działalności politycznej i społecznej.
Mniej dostrzegalne było antypolskie ostrze działań władz
Białorusi.
Początkowo postanowiono zablokować
rozwój normalnego szkolnictwa polskiego. Gdy przed dwoma laty prezes
Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” w rozmowie z gubernatorem obwodu
grodzieńskiego zaproponował budowę
czterech nowych szkół polskich (dotychczas w sieci szkolnictwa
publicznego działają tam tylko dwie szkoły) usłyszał
w odpowiedzi:
„Szkoły polskie? Po co? Nasze
dzieci tak dalece nasiąkły duchem ruskości (!), że nie
należy zawracać im głowy
jakimkolwiek językiem obcym!”
Odwołanie się do Ministerstwa Oświaty
nie dało rezultatu. Wprawdzie rozmowy były tam prowadzone w
formie kurtuazyjnej, ale można się było dowiedzieć,
że generalnie językiem wykładowym
w szkołach jest język rosyjski; język białoruski jest
wykładany tylko w 27% szkół.
Wprawdzie język polski jest wykładany
jako obcy w licznych szkołach (w okresie "szczytu" w 306
szkołach), ale jest systematycznie spychany na margines w postaci
grup fakultatywnych, zmniejszania ilości godzin wykładowych itp.
W tej sytuacji nastąpił rozwój szkolnictwa społecznego,
dla którego oparciem stało się 16 Domów Polskich należących
do Związku Polaków na Białorusi oraz mniej liczne placówki oświatowe
„Macierzy Szkolnej”. Widoczny był także rozwój placówek i
kół folklorystycznych, chórów itp., najczęściej
afiliowanych przy Związku Polaków na Białorusi. Przez to jednak
Związek stał się „solą w oku” władz białoruskich.
Irytację wywoływały także organizacje weteranów,
AK-owców itp., afiliowanych przy ZPB. Spowodowało to atak generalny
na Związek.
Pretekstem był zjazd Związku, jaki
się odbył w dniach 12-13 marca br. w Grodnie. Gdy dotychczasowy
prezes, dr Tadeusz Kruczkowski przegrał walkę wyborczą o
stanowisko prezesa, a stanowisko to objęła młoda
nauczycielka p. Andżelika Borys, władze postanowiły przystąpić
do ataku na Związek. Prawdopodobnie
obawiały się zbyt daleko posuniętej samodzielności Związku.
Dotychczasowy prezes utracił stanowisko z dwóch przyczyn. Po
pierwsze był on zwolennikiem ograniczenia efektywnej działalności
Związku tylko do terenu Grodzieńszczyzny, gdzie mieszka największa
ilość Polaków. Po drugie popadł
w konflikt z grupą pracowników Związku; wprawdzie nie usuwał
ich z pracy, lecz pisał donosy do prokuratury, imputując im działania
przestępcze. Nic dziwnego, że szybko stracił społeczne
poparcie. Poparcia tego postanowiły udzielić władze.
Większość delegatów na zjazd była
przesłuchiwana przez organa władz lokalnych z niedwuznaczną
sugestią, albo głosowania na dotychczasowego prezesa, albo
absencji na zjeździe. Nie kwestionowano na tym etapie ani uchwały
Rady Naczelnej ZPB z 20 listopada 2004 r. zwołującej zjazd, ani
trybu wyboru delegatów. Pamiętać należy,
że wspomniana Rada Naczelna składała się z
przedstawicieli „starej ekipy” wybranej na poprzednim zjeździe.
Według wszelkiego prawdopodobieństwa, gdyby powolny władzom
dr Kruczkowski został ponownie wybrany prezesem (wraz z gronem swoich
współtowarzyszy z dawnego zarządu) władze nie kwestionowałyby
wyboru. Widocznie jednak nie spodziewano się tak silnego oporu i
zdecydowania delegatów, którzy ośmielili się głosować
wbrew sugestiom władz.
Doszło do ataku na Związek. Podjęto
równoczesne działania idące w trzech kierunkach. Po pierwsze
Ministerstwo Sprawiedliwości Białorusi decyzją z 11 maja
br. postanowiło unieważnić uchwały
zjazdu marcowego ZPB, w tym wybór nowych władz Związku.
Nadmienić można, że
działało z oczywistym pogwałceniem białoruskich
przepisów o organizacjach społecznych, które nie przewidują
tak daleko idących uprawnień Ministerstwa, jako organu
nadzorczego. Zdziwić może
fakt, że pretekstem do podjęcia wspomnianej decyzji było
rzekome naruszenie zasad statutowych w toku przygotowania zjazdu. W szczególności
zdaniem ministerstwa wybory delegatów powinny były się odbyć
tylko w zarejestrowanych ogniwach Związku,
a zwłaszcza irytowało je przyznanie pewnej ilości mandatów
organizacjom afiliowanym, takim jak zrzeszające weteranów, AK-owców,
medyków, artystów itp.
Po drugie rozpętano akcję
propagandową na szeroką skalę, szkalując zarówno nowe
władze ZPB, jak i polskie placówki dyplomatyczne pod pretekstem,
że te ostatnie ingerowały w sprawy Związku. Przykre było
to, że b. prezes Kruczkowski, jak i kilku jego zwolenników dało
się użyć jako instrumenty tejże
antypolskiej kampanii. Uniemożliwiono przy tym wydawanie organu ZPB
„Głos znad Niemna”, natomiast zaczęto wydawać
pod tą samą nazwą gazetę
finansowaną przez władze, specjalizującą się w
akcji szkalującej nowe kierownictwo Związku, polskie placówki
dyplomatyczne itp.
Po trzecie postanowiono wszcząć
wspomnianą „wojnę dyplomatyczną”.
Preludium do niej stanowiło wystąpienie samego prezydenta
Aleksandra Łukaszenki atakujące działalność
Polskiej Ambasady w Mińsku. Wkrótce
potem nastąpiło wydalenie jako persona non grata najpierw I-go
sekretarza Ambasady Polskiej p. Marka Bućko (18 maja 2005 r.),
potem konsula p. Andrzeja Buczaka (15 lipca br.), wreszcie radcę
Ambasady Polskiej p. Andrzeja Olborskiego (26 lipca br.). Podjęte
przez stronę polską próby załagodzenia konfliktu zostały
zignorowane.
Władze lokalne też postanowiły
„wykazać się” antypolską
działalnością. Odmówiono zorganizowania tradycyjnych
(odbywających się regularnie od 10 lat) czerwcowych „wianków”.
Szczególnie kuriozalne były represje z powodu koncertu, jaki odbył
się 3 lipca w Szczuczynie z okazji białoruskiego święta
narodowego. Najpierw nie wpuszczono uczestników koncertu do Domu
Polskiego, (co było „zasługą” tamtejszego dyrektora
Domu Polskiego Wiktora Bogdana, wiernego zwolennika b. prezesa
Kruczkowskiego). Wobec tego koncert odbył się przed Domem
Polskim (m.in. z udziałem konsula polskiego z Grodna). Na miejsce
przybył prokurator w asyście milicji, jednak przekonano go,
że zgromadzenie nie jest nielegalne. Mimo to, nieco później, za
udział w koncercie skazano na 10 - 15 dni aresztu działaczy ZPB:
Andrzeja Pisalnika, Mieczysława Jaśkiewicza, Józefa Porzeckiego
i Andrzeja Poczobuta.
Działacze ZPB, jak i grupa zwykłych
jego członków podjęła próbę obrony. Przez dłuższy
czas okupowali oni siedzibę ZPB w Grodnie, gdzie nadal urzędowała
nie uznawana przez władze p. Andżelika Borys. Dopiero 27 lipca
br. milicja usunęła wszystkich z budynku, wprowadzając byłego
prezesa Kruczkowskiego z kilkoma członkami dawnego zarządu. Mimo
to pod budynkiem codziennie gromadzili się ludzie w milczącym
proteście. Urządzono też demonstrację w obronie gazety
„Głos znad Niemna”, co miało ten skutek, że sąd w
Grodnie w dniu 5 lipca skazał na kary grzywny 5 osób (z Andrzejem
Pisalnikiem, redaktorem naczelnym tego pisma i dziennikarzami), które w
demonstracji uczestniczyły.
Niemal codziennym udziałem czołowych
działaczy Związku z p. Andżeliką Borys na czele stały
się przesłuchania przez organa prokuratury, milicji, względnie
władz administracyjnych.
Szczególnym elementem „natarcia” władz
było zebranie (starej) Rady Naczelnej ZPB zwołane na dzień
27 lipca do Szczuczyna. Zadaniem rady miało być zwołanie
nowego zjazdu ZPB. Zadbano, by Rada uchwaliła posłusznie
wszystko, co jej zlecono. W tym celu wieczorem 26 lipca milicja zatrzymała
trzech „opornych” (Porzeckiego, Jaśkiewicza, Poczobuta). Sam
budynek tamtejszego Domu Polskiego został otoczony przez milicję,
która wpuszczała tylko określone osoby. W rezultacie obecnych
było 13 członków Rady (na 35). Oczywiście nie stanowiłoby
to quorum. Zadbano o nie w osobliwy sposób. Mianowicie 5 członków
Rady wprawdzie na posiedzenie rady nie przybyło, ale nadesłali
pisma, w których z góry zgadzali się na wszelkie uchwały,
jakie Rada podejmie. Nadto 3 członków Rady skłoniono do
rezygnacji ze stanowisk w radzie. Za to w Radzie wziął udział
sam minister, kierownik Komitetu ds. Narodowości i religii p. St.
Bucko. W takiej scenerii podjęto uchwałę o zwołaniu
nowego zjazdu w dniu 27 sierpnia br. w Wołkowysku. Sama uchwała
była nieco dziwna. Mianowicie w ostatnim zdaniu oznajmiono, że
miejsce obrad i godzina rozpoczęcia obrad zostaną podane w
prasie. Rozdział mandatów mógł również budzić
zdumienie. Np. dla stołecznego Mińska
przyznano 2 mandaty, a dla małego Szczuczyna aż 5 mandatów.
Chodziło zapewne o zapewnienie sobie zdeklarowanych zwolenników.
Wkrótce przystąpiono do akcji
wybierania delegatów (tylko w zarejestrowanych oddziałach). Np. w
Baranowiczach mer miasta przedstawił miejscowemu zarządowi
oddziałowemu ZPB gotową listę delegatów zaznaczając,
że oczekuje wyboru tych właśnie osób. W Nowogródku członkowie
tamtejszego zarządu oddziałowego podjęli decyzję
rozpaczliwą: najpierw odmówili zwołania zebrania oddziału,
a potem w obliczu nacisku władz, postanowili wystąpić
ze Związku i zwrócić
legitymacje. Niewiele to pomogło, gdyż
władze postanowiły same zwołać zebranie.
Jednocześnie postanowiono złamać
wszelki opór. Honorowy Przewodniczący
Związku (i jego założyciel) Tadeusz Gawin został
aresztowany i skazany na 15 dni aresztu za wydanie odezwy wzywającej
do bojkotu zjazdu zwołanego na 27 sierpnia br. Wraz z nim aresztowano
wiceprezesa ZPB Wiesława Kiewlaka.
Wielce tajemnicze było zabójstwo p.
Józefy Waraksy, prezeski oddziałowej ZPB w Rakowie (jej pogrzeb odbył
się 23 czerwca br.). Milicja twierdziła, że zabójstwo nastąpiło
na tle rabunkowym, wszelako z jej domu nic nie zginęło.
Ze strony polskiej tym razem odzew był
bardzo silny. Senat RP w dniu 28 lipca podjął specjalną
uchwałę protestującą przeciwko represjom wobec
mniejszości polskiej na Białorusi. Wcześniej MSZ wydał
w dniu 28 lipca specjalne oświadczenie w przedmiocie uznania zjazdu
ZPB za nielegalny przez władze Białorusi. Specjalne oświadczenie
wydał 13 maja br. marszałek Senatu prof. L. Pastusiak; dotyczyło
ono sytuacji ZPB. Zarząd Krajowy Stowarzyszenia „Wspólnota
Polska” zajął dwukrotnie stanowisko w sprawie ZPB: w dniu 13
maja i 2 sierpnia br. Wicemarszałek Sejmu Donald Tusk pojechał
specjalnie do Grodna, by dodać otuchy protestującym
tam Polakom. Rada Polonii Świata wydała specjalne oświadczenie
w dniu 2 maja br. Aktów solidarności ze strony różnych
organizacji było znacznie więcej. Zorganizowano też zbiórkę
pieniężną, by dopomóc skazanym na kary grzywny
dziennikarzom. Telewizja, radio i prasa zamieszczają stałe
doniesienia z Białorusi.
Ogólnie rzecz biorąc sytuacja Polaków
na Białorusi jest trudna. Niemniej jednak odnotować należy
postawę wielu działaczy, którzy wykazali wręcz bohaterską
postawę. Trudno jej wymagać od wszystkich. Wszakże
tłumny udział wiernych w Mszach św. Odprawianych w Grodnie
w intencji ZPB jest wysoce znamienny. Wierzymy, że polskość
raz pobudzona nie da się stłumić,
chociaż rodaków naszych na Białorusi
czekają jeszcze zapewne trudne chwile.
Solidarność z nimi jest
nakazem chwili! Prof. Andrzej Stelmachowski
7) Bia łoruska puszka
Pandory Aleksandr Fieduta 3/8-2005
Aleksander Fieduta - niezależny
publicysta i analityk. W 1994 r. działacz sztabu wyborczego Łukaszenki,
później szef departamentu administracji prezydenta. Z tego
stanowiska ustąpił w grudniu 1994 r. w proteście przeciw
dyktatorskim metodom rządzenia Łukaszenki
Historia ze Związkiem Polaków na Białorusi
wykroczyła poza granice rozsądku i przyzwoitości. Władze
białoruskie otwarcie naciskają na aktywistów Związku,
żeby osiągnąć swoje cele. Pytanie brzmi, jakie
to cele?
Początkowo, jak się wydaje, władze
realizowały scenariusz obliczony na zapewnienie prawomocności
wyborów prezydenckich w 2006 r. Należało znaleźć
wpływową organizację społeczną,
która wypowie się za tym, by Aleksander Łukaszenko objął
władzę na trzecią już kadencję. I wypowie się
ZPB był kandydatem niemal idealnym. Po pierwsze, pod względem
liczebności diaspora polska jest na Białorusi na drugim miejscu,
ustępując tylko etnicznym Rosjanom. Po drugie, Związek, do
którego należy 30 spośród 400 tys. mieszkających na Białorusi
Polaków, jest trzecią co do wielkości organizacją społeczną
w kraju. Ustępuje tylko Federacji Związków Zawodowych i Białoruskiemu
Republikańskiemu Związkowi Młodzieży. Głos ZPB za
trzecią kadencją Łukaszenki miałby więc duże
znaczenie. Ale jest coś dużo ważniejszego. Dla ludzi, którzy
wymyślili tę intrygę, ważne było to, że ZPB
jest jedyną u nas organizacją, której głos byłby z
pewnością usłyszany w konkretnym kraju - w Polsce. Z całą
pewnością po specjalnym oświadczeniu Związku Polaków,
że wybory 2006 roku były uczciwe i demokratyczne, w samej Polsce
wielu polityków też poparłoby Łukaszenkę. Mówiliby,
że skoro nasi rodacy wspierają swego prezydenta, to dlaczego my
nie mielibyśmy tego zrobić? A ten rzeczywiście
bardzo ważny z punktu widzenia szarego obywatela czynnik nie mógłby
nie wpłynąć i na oficjalną
pozycję Polski jako członka Unii Europejskiej i NATO.
To wszystko na pewno brali pod uwagę autorzy scenariusza z ośrodków
analitycznych obsługujących władzę białoruską.
Nie chodziło więc o dyskryminację mniejszości
polskiej. Przeciwnie, Łukaszenko w swoich wystąpieniach stale
podkreślał, że Polacy białoruscy mają te same
prawa co Białorusini, Rosjanie i obywatele wszystkich innych narodowości.
Jednakowoż intryga zbiegła się ze skandalem wewnątrz
samego ZPB. Działalność przewodniczącego
Związku Tadeusza Kruczkowskiego wywołała sprzeciw grupy
aktywistów organizacji. I to oni mieli za sobą większość
głosów na marcowym zjeździe Związku.
Jego nowa przewodnicząca Andżelika Borys ogłosiła,
że ZPB nie będzie się zajmować polityką.
Trzeba przyznać, że była
to deklaracja lojalności. Kierownik każdej organizacji społecznej
działającej w warunkach reżimu totalitarnego takiego, jak
białoruski, wygłosiłby podobne oświadczenie.
Organizacja pozarządowa na Białorusi może istnieć
pod warunkiem, że nie zajmuje się
polityką.
Paradoksalnie w tej sytuacji od ZPB oczekiwano czegoś zupełnie
innego! Apolityczność przed wyborami 2006 roku mogła
być zrozumiana tylko jako jaskrawy brak lojalności.
Przecież władza chciała otwartej i jasnej deklaracji
politycznej. Niemal natychmiast zaczęli z tego korzystać
przegrani działacze ZPB. Bez trudu
przekonali władze białoruskie, że nowe kierownictwo ZPB
jest prozachodnie i będzie trwać w opozycji. Ministerstwo
Sprawiedliwości stanęło po
stronie Kruczkowskiego i ogłosiło, że zjazd ZPB, na którym
wybrano Andżelikę Borys, przeprowadzono niezgodnie z prawem.
Jednocześnie pierwszy sekretarz ambasady RP w Mińsku Marek Bućko
został oskarżony o manipulowanie
delegatami na zjazd, czyli o mieszanie się w wewnętrzne sprawy
Białorusi. Między Warszawą a Mińskiem zaczęła
się wojna na wydalanie dyplomatów, która mogła doprowadzić
do tego, że w przedstawicielstwach
naszych krajów pozostaliby tylko dozorcy i referenci. Tak się nie
stało, bo strona polska w odpowiednim momencie wykazała się
zdrowym rozsądkiem.
I mimo wszystko długo istniała możliwość
kompromisu. ZPB mógł powtórzyć
swój zjazd zgodnie z życzeniem
Ministerstwa Sprawiedliwości Białorusi i ponownie wybrać
tę samą Andżelikę Borys.
Ale władze Białorusi wciąż pokazywały, że
ona im nie odpowiada. Im odpowiadałby Kruczkowski, ale on został
pozbawiony prawa wjazdu do Polski. To jest zresztą zrozumiałe,
przecież tak otwarte poparcie, jakiego udzielał reżimowi
autorytarnemu, zdyskwalifikowało go jako partnera dla państwa
demokratycznego, członka NATO i UE.
Gdyby Mińsk szukał kompromisu, zgodziłyby się na
kandydaturę Borys. Ale tę rozsądną i początkowo
apolityczną kobietę wciągnięto do polityki, oskarżając
ją o rzekome finansowe machinacje poprzedniego kierownictwa ZPB,
czyli Kruczkowskiego. Zaczęli ją przesłuchiwać
w związku z podpaleniem auta należącego
do Kruczkowskiego. Zajęcie siedziby ZPB w Grodnie przez
Kruczkowskiego wspieranego przez milicję postawiło kropkę
nad i. Stało się jasne: Mińsk nie chce kompromisu. On chce
tylko zwycięstwa. Dla jego osiągnięcia media kontrolowane
przez państwo rozpoczęły prawdziwą kampanię
antypolską. Polskę oskarżono o mieszanie się w wewnętrzne
sprawy Białorusi. Telewizja dowodziła, że młodzi członkowie
Ligi Polskich Rodzin to faszyści. A przecież przywódca Ligi
Roman Giertych przed długi czas był uważany w Mińsku i
Grodnie niemalże za głównego stronnika Tadeusza Kruczkowskiego
w Polsce, zapewniającego mu kontakty w kręgach politycznych
(trzeba jednak dodać, że po
wizycie w Grodnie i rozeznaniu się w sytuacji Giertych zmienił
swoje podejście do sprawy).
Władze białoruskie nie liczyły się z tym, że
skutki skandalu będą tak poważne. Jednak nie mogły się
już cofnąć (Łukaszenko
każdy kompromis uważa za osobistą porażkę, a
przegrywać nie zwykł). Ale
nie mogła się cofnąć i strona polska. Na temat
losu ZPB i diaspory polskiej wypowiedzieli się
praktycznie wszyscy ważni politycy polscy z Aleksandrem Kwaśniewskim
na czele. Konflikt skomplikował jeszcze skandal z pobiciem dzieci
pracowników ambasady rosyjskiej w Warszawie i napadami na Polaków w
Moskwie. Władze rosyjskie zaczęły popierać Łukaszenkę,
strona polska dostrzegła w konflikcie złowieszczą rękę
Moskwy. Podniosły się głosy, że w ten sposób (to jest
walcząc z Andżeliką Borys!) Władimir Putin postanowił
dołożyć Warszawie i zemścić
się na Kwaśniewskim za jego udział
w pomarańczowej rewolucji w Kijowie.
Mińsk nie ma się dokąd wycofać. I to nie miałoby
już żadnego sensu. Po tym, co się stało, Warszawa nie
uzna żadnego innego Związku Polaków poza tym, którym kieruje
pani Borys. Nieważne, kto został wybrany na prezesa ZPB na
sobotnim zjeździe Związku zorganizowanym pod egidą
Kruczkowskiego. Jego zwyciężczynią została
nieuczestnicząca w nim Andżelika Borys. Polska jest i pozostanie
po jej stronie. Mało tego, jeśli teraz nowe kierownictwo ZPB będzie
występować z poparciem dla starającego
się o kolejną kadencję prezydencką Łukaszenki,
Warszawa przyjmie ten głos z obrzydzeniem - czego można oczekiwać
od tych, którzy wyrzekli się swej
niezależności za stołki w Związku?
Są jednak i inne problemy. Co np. stanie się ze sporym majątkiem
ZPB, kto będzie nim dysponować? Czy uda się
zarejestrować nową
organizację kierowaną przez panią Borys? Znając sposób
myślenia władzy białoruskiej, mogą powiedzieć,
że się nie uda. I jeszcze jedno -
co zrobić Polska i cała
Europa po tym, jak Łukaszenko w przyszłym roku po raz trzeci ogłosi
się prezydentem? Odwoła swego ambasadora na konsultacje? Ale ileż
można konsultować? Obniży
rangę swego przedstawicielstwa w Mińsku? A czy to w ogóle ma
sens? Takich pytań można zadać bardzo wiele.
Białoruś przypomina bohaterkę
starogreckiego mitu Pandorę. Bogowie dali jej w wianie puszkę, w
której zamknęli wszystkie bolączki socjalizmu. Łukaszenko
otworzył tę puszkę - i choroby wyrwały się na
zewnątrz. "Problem narodowościowy" polegający na
tym, że państwo chce kontrolować wszystko to, co
dotyczy mniejszości narodowych, jest
jedną z takich chorób. Wyleczyć ją
bez pomocy z zewnątrz raczej się nie uda. Trzeba spróbować
zaradzić dolegliwości,
nie szkodząc ludziom. Trzeba myśleć nie o tym, jaki
Związek Polaków z jakim prezydentem
zadowoli demokratyczną Polskę. Trzeba pomyśleć
szerzej - o położeniu Białorusi
i reżimu białoruskiego w Europie. Jeśli oczywiście będziemy
rozumieć Europę tak, jak
należy - jako cywilizację od Kamczatki na wschodzie do Alaski na
zachodzie. Nieprzypadkowo oficjalny Mińsk tak otwarcie cieszył
się, kiedy w Warszawie pobito dzieci rosyjskie. Uznał bowiem,
że teraz na Kremlu nie będą się już przysłuchiwać
zdaniu Polski w kwestii białoruskiej. A
bez interwencji Kremla Łukaszenko jeszcze długo będzie rządzić
niewielkim krajem europejskim na wschód od Bugu.
8) O świadczenie Związku
Dziennikarzy Polskich na Wschodzie 18/4-2005
Związek Dziennikarzy Polskich na
Wschodzie wyraża poważne zaniepokojenie sytuacją zaistniałą
w mediach polskojęzycznych na Białorusi po odbytym w dniach
12-13 marca 2005 roku VI Zjeździe Związku Polaków na Białorusi.
Przeprowadzane przez nowy Zarząd ZPB
zwolnienia z pracy dziennikarzy takich pism jak „Głos znad
Niemna” czy „Magazyn Polski” nieuzasadnione merytorycznie, a mające
w naszej ocenie charakter rozgrywek personalnych, źle służą
prasie polskiej na tym terenie, a tym samym całej społeczności
polskiej na Białorusi.
Miarą wartości dziennikarza jest
poczytność gazety, którą
tworzy, a nie przynależność do tej, czy innej
koterii, czy pokrewieństwo z którymś
z decydentów.
Wartość mediów, zaufanie
do nich odbiorcy, zawsze opierać
się będzie na ich wolności.
Dlatego też po raz kolejny aktualny staje się temat uregulowania
zależności mediów polonijnych od organizacji społecznych
oraz czynników krajowych i stworzenia mechanizmów zabezpieczających
ich funkcjonowanie przed wstrząsami i zawirowaniami, których mają
być obserwatorami i komentatorami, a nie podmiotem w nie
swojej grze.
Związek Dziennikarzy Polskich na
Wschodzie uważa, że jak najszybciej należy rozpocząć
wspólnie z zainteresowanymi urzędami w
Polsce oraz organizacjami pozarządowymi prace nad sformułowaniem
i ustanowieniem „Karty Praw i Powinności Dziennikarza
Polonijnego”, która obowiązywać będzie
wszystkie zainteresowane strony.
Integralna część
Statutu naszego Związku, jaką są
„Zasady pracy i podstawy etyki prasy polskiej na Wschodzie”
określa jedynie normy, którymi
dziennikarze polonijni winni się kierować w swej pracy.
Proponowany przez nas dokument miałby za
zadanie zabezpieczenie im możliwości wykonywania swego posłannictwa.
Zagwarantuje to także prawidłowe i pełne wykorzystanie
inwestycji czynionych przez Państwo Polskie w tym zakresie.
Związek Dziennikarzy Polskich na
Wschodzie gotów jest w najbliższym czasie przedstawić
swoją propozycję takich uregulowań
i sposobów praktycznego ich egzekwowania.
Michał Bieniasz - prezes
Związku Dziennikarzy Polskich na
Wschodzie
9) O świadczenie
Zrzeszenia Organizacji Polonijnych w Szwecji 17/5-2005
w sprawie konfliktu i unieważnienia
zjazdu Związku Polaków na Białorusi
Zarząd Zrzeszenia Organizacji
Polonijnych w Szwecji z żalem i niepokojem przyjął wiadomość
o konflikcie w Związku Polaków na Białorusi.
Konflikt ten dał pretekst do interwencji władz państwowych
Białorusi, które unieważniły Zjazd, a w następstwie
tego do dalszych interwencji w wewnętrzne sprawy Związku. Jako
przedstawiciele niezależnej organizacji polonijnej w Szwecji uważamy,
że najwyższą władzą dla każdej
demokratycznej organizacji jest jej Zjazd lub Kongres i tylko on ma prawo
do decydowania o losach organizacji, jej kierunkach działania, a także
do podejmowania wszelkich decyzji w sprawach wyboru władz
organizacji.
Z interwencji władz rządowych
Białorusi i Polski oraz wagi, jakie do tego konfliktu przywiązują
wynika, że polska mniejszość narodowa na Białorusi
odgrywa ważną rolę w życiu tych państw i w
kontaktach między nimi. Dlatego też, jedność
organizacji i przestrzeganie demokratycznych praw, powinno być
nadrzędnym celem dla wszystkich.
Protestujemy przeciw wtrącaniu się
władz Białoruskich w wewnętrzne sprawy niezależnej,
społecznej organizacji, jaką jest Związek Polaków na Białorusi
oraz przeciw szykanowaniu i więzieniu działaczy Związku.
Zarząd Zrzeszenia Organizacji
Polonijnych w Szwecji wyraża głęboką nadzieję,
że Związek Polaków na Białorusi będzie mógł
kontynuować swoją pożyteczną
i ważną dla wszystkich działalność w sposób
niezawisły i zgodny ze statutem
organizacji.
Maria Olsson - Prezes Zrzeszenia Organizacji Polonijnych w Szwecji.
10) Odezwa Zwi ązku
Polaków na Litwie w sprawie Białorusi 26/5-2005
Na stronach Związku Polaków na
Litwie "Nasza Gazeta" w "Tygodniku Wileńszczyzny"
z 9-15 czerwca ukazała się "Odezwa Zarządu Głównego
Związku Polaków na Litwie w sprawie sytuacji zaistniałej w Związku
Polaków na Białorusi". Jest ona adresowana do ZPB i Prezydenta
A. Łukaszenki.
"Zarząd Główny Związku
Polaków na Litwie z rosnącym niepokojem odbiera napływające
wiadomości o pogłębiającym się kryzysie wokół
Związku Polaków na Białorusi, który w konsekwencji może
zagrozić istnieniu tej reprezentacyjnej organizacji społecznej
Polaków w Republice Białoruś.
Nie możemy pozostawać obojętni
wobec docierających do nas wiadomości ze środowisk polskich
na terenie Białorusi. Jesteśmy powiązani ze sobą
wieloma więzami: sąsiedzkimi, rodzinnymi, wspólnymi tradycjami
i praktycznie codziennymi wzajemnymi kontaktami. Zarówno Związkowi
Polaków na Litwie, jak i na Białorusi przyświecają te same
cele: integracja rodaków w państwach zamieszkania, krzewienie
kultury, dbanie o język ojczysty, własne tradycje itd.
Łączy nas wspólna historia, na przeciągu wieków spotykał
nas taki sam, czasem jakże okrutny, los.
Szczerze więc zaniepokojeni powstałą sytuacją w
organizacji Rodaków zza miedzy, nawołujemy wszystkie osoby związane
z ZPB i mogące wpłynąć na dalszy jej rozwój o
zaniechanie konfrontacji i jakichkolwiek działań,
mogących pogorszyć sytuację.
Kochani Rodacy!
Nie dajcie się podzielić, wznieście
się ponad urazy i animozje dla dobra licznych członków waszej
organizacji i całej społeczności polskiej na Białorusi.
Będąc świadomi, że to właśnie na ZPB w
decydującej mierze spoczywa odpowiedzialność za pielęgnowanie
polskości na Ziemi Waszych Ojców, odrzućcie własne
ambicje i nie pozwólcie, by ktokolwiek manipulował Związkiem,
czy usiłował wykorzystać liderów i struktury ZPB w
celach polityczno-koniunkturalnych.
Zachowując respektowanie prawa swego
kraju, uszanujcie wolę wielu tysięcy swych członków i nie
dopuśćcie do rozbicia swej organizacji. Dziś
potrzebne są kompromisy, a prawdy nigdy nie da się ukryć.
Wcześniej czy później jej stanie
się zadość.
Związek Polaków na Litwie przed pięcioma
laty przeżywał podobną sytuację, która była wywołana
zakrojoną na szeroką skalę prowokacją i miała
doprowadzić jak nie do likwidacji, to przynajmniej do rozbicia
naszej organizacji. Jednakże wyszliśmy
z niej cało, a nawet bardziej zorganizowani i silniejsi, wzbogaceni o
doświadczenie wewnętrznej zdrady. Pokładamy więc głęboką
nadzieję i wierzymy, że Wam również to się uda.
Ekscelencjo! Panie Prezydencie Republiki Białoruś!
Zwracamy się do Pana z uprzejmą prośbą, by Pan, swoim
autorytetem Prezydenta, powstrzymał kompetentne organy władzy od
podjęcia drastycznych kroków w stosunku do reprezentacyjnej
organizacji społecznej Polaków na Białorusi.
ZPB jest znaczącą i liczącą się organizacją
w wielomilionowym ruchu polonijnym na świecie. Ma na swym koncie pokaźny
dorobek w służeniu społeczności polskiej na Białorusi,
obywatelom Pana Państwa. Delegalizacja ZPB byłaby ogromną
stratą, przede wszystkim dla Białorusi.
Panie Prezydencie! W Pańskiej mocy jest także powstrzymać
przedstawicieli władz terenowych i organów
praworządności od nieuzasadnionego wtrącania się w
wewnętrzne sprawy organizacji społecznej, nakłaniania liderów
i aktywistów terenowych struktur ZPB do zajęcia takiej czy innej
pozycji. Według informacji napływających do nas, mają
miejsce wypadki, gdy po takich rozmowach ludzie wracają zastraszeni,
trafiają nawet do szpitali. Pozwolimy sobie zauważyć,
że podobne praktyki są
niedopuszczalne, chodzi przecież o dobrowolną działalność
społeczną, która jest nie do pomyślenia
bez osobistego przekonania, bez własnego zdania.
Wierzymy, że ZPB przezwycięży kryzys, zachowa respektowanie
prawa i nadal będzie owocnie działał dla dobra Białorusi
i jej obywateli. Pozwólmy mu na to, Panie Prezydencie, dajmy szansę
białoruskim Polakom rozstrzygnąć problemy wewnątrz
ZPB samodzielnie.
Dzisiaj, w trudnej dla Związku Polaków
na Białorusi chwili Związek Polaków na Litwie pragnie przesłać
wszystkim Rodakom na Białorusi wyrazy
naszej szczerej sympatii, szacunku i braterskiej solidarności.
Serdecznie też pozdrawiamy sąsiedni Naród Białoruski i
wszystkich mieszkańców tego wspaniałego Kraju." Prezes
ZPL, Michał Mackiewicz
|