Prosimy o cierpliwosc, strona jest duza i ladowanie moze trwac kilkadziesiat sekund...

R.Czarkowski wolny!

 

Robert Czarkowski aresztowany w Panamie za rzekomy handel narkotykami i skazany na piętnaście lat wiezienia zostanie wysłany do Polski, a wcześnie przejdzie operacje przepukliny, jakiej nabawił się po pobiciu przez strażnika. R.Czarkawski w przeszłości napisał książkę opisującą komunistyczne bojówki szalejące w Nikaragui. Książka ta stała się bezcelerem na amerykańskim rynku czytelniczym co doprowadziło do osłabienia roli ruchów lewicowych w Nikaragui i poparcia jakie otrzymywali od nieuświadomionych amerykanów. Autor tej książki został bezpodstawnie aresztowany w Panamie za przemyt narkotyków co wolny świat odbiera jako swoista zemstę czerwonych! Wiele organizacji, osób prywatnych czyniło starania mające na celu uwolnienie naszego rodaka. Ja sam osobiście napisałem wiele listów w tej sprawie m.innymi do polskiej filii International Amnestii, ale z tego co wszyscy wiedza, ta organizacja walczy tylko o lewackich więźniów, wiec nic nie pomogła R.Czarkawskiemu! Pan Jan Fior z Chicago reprezentował R.Czarkawskiego na arenie międzynarodowej i ma swój wielki udział w odzyskaniu wolności przez naszego rodaka. Dużą pomoc okazał min.Radek Sikorski z polskiego MSZ-tu.

 

Na moje ręce, czyli prezesa Klubu Polskiego nadszedł faks, który zamieszczam z małymi skrótami.

Moja Kochana Rodzino,

W ten jesienny czas wędruję po całym świecie i odwiedzam moich Rodaków (...) Dziś przez ten list staję na progu Waszego mieszkania, witam wszystkich i serdecznie pozdrawiam. (...) I właściwie nie wiem jak zacząć ten list skierowany do Polonii, do polskich piskląt, które za wolnością, nauką i chlebem i pracą wyfrunęły z ojczystego gniazda i dziś żyją na pięciu kontynentach świata. (...) Z drżeniem ręki przyjmuję ofiary na budowę świątyni dla Matki Najświętszej, ofiary na których widzę krople Waszego potu, łzy tęsknoty za dawnymi laty (...) A więc nie wiem jak Wam dziękować (...) modlę się za Was. Boże błogosław im, Boże pomagaj im. Boże broń ich, Maryjo – okaż im się najczulszą Matką – aby nie czuli się zagubionymi sierotami w cudzych krajach, pomiędzy obcymi narodami.Obdarzaj ich Maryjo zdrowiem, siłami, powodzeniem, pokojem duszy i radością serca. A za każdy dar złożony na budowę Domu dla Boga w Licheniu wynagradzaj stokrotnie. (...)Ta wspaniała bazylika ku Czci Matki Bożej denerwuje ludzi wrogich kościołowi lub niedowiarków, może również wzbudzać uczucia zazdrości. Z tego powodu mam wiele przykrości i dokuczań. Również niektóre gazety złośliwie opisują i ośmieszają Sanktuarium, aby zniechęcić ludzi do pielgrzymowania i składania ofiar. Jedna z gazet w Anglii oczerniła Marianów, że sprzedali jakiś kościół i pieniądze przesłali Ks.Makulskiemu. Inna gazeta napisała, że organizacja daleka od kościoła pomaga w budowie. Nie podam nazwy tej organizacji. Są to plotki i oszczerstwa. Zgromadzenie Marianów i w Anglii i na całym świecie jest bardzo biedne i ani złotówki, czy jednego funta, czy dolara na ten kościół nie złożyło. Wobec samego Boga mówię, buduję tylko za czysty grosz, który od Was otrzymuję i który do koszyczka uzbieram w Licheniu od pątników. Innej pomocy z nikąd nie miałem. (...)Przez głębokie oceany, przez wysokie góry, przez wartkie rzeki i piaski pustyni, do wielkich miast i maleńkich wioseczek niech pofrunie ten mój list do mojej kochanej Rodziny. Nie pofrunie ten list, który piszę w imieniu Matki Bożej Licheńskiej, do tych córek i synów, w których pulsuje polska krew i gorąca miłość do Boga i do Starej Ojczyzny – Polski.

A wszystkim czytającym przesyłam braterskie pozdrowienie i kapłańskie błogosławieństwo.

Ks.mgr. Eugieniusz Makulski

Marianin

Kustosz Sanktuarium Maryjnego

62-563 w Licheniu k/Konina

 

Klub Polski w stanie Maine-USA przekazuje na ręce ks. E.Makulskiego czek na sumę $100.00 jako dotacje na budowę Sanktuarium Maryjnego w Licheniu. Pieniądze te uzyskaliśmy z zabawy sylwestrowej 1997/98 organizowanej w sali bankietowej Kościoła Polskiego w Portland Maine.

Prezes: Stefan Buchholz

Skarbnik: Zbigniew Kłosowski

    

 

Festiwal w Bostonie

W dniach 23 i 24 pazdziernika czynny bedzie Miedzynarodowy Festiwal w Bostonie. Festiwal ten jest najwiekszym tego typu w USA. Sklada sie z 4-ech glównych elementów:Prezentacje (wystawy) dotyczace róznych krajów lub regionów swiata (w zeszlym roku bylo ich ok. 40-stu). W stoisku „Polska” prezentujemy atrakcje turystyczne Polski, zwyczaje itp. Odwiedzajacym wbijamy do tzw. „paszportów” pieczatke z orzelkiem, odpowiadamy na pytania i rozdajemy materialy informacyjne takie jak: podstawowa informacja o Polsce, jej historii, slynnych Polakach itp. organizatorem z ramienia Polskiej Fundacji Kultury jest p.Andrzej Pronczuk.Na czterech estradach jednoczesnie trwac beda wystepy zespolów ludowych róznych narodowosci (w 1998r. reprezentowaly one ok. 80 krajów).

Sprzedaż pamiątek (souvenirs)

Prezentacja kuchni (jedzenie) z różnych krajów i regionów świata.

Miejsce festiwalu: Bayside Expo Center (Southeast Expressway, exit 15, Columbia Blvd). Godziny otwarcia: Sobota 23 od godz.10:00 rano do 10:00 wieczór. W niedziele 24 od godz. 10:00 rano do 5:00 popołudniu. Klub Polski z Maine będzie organizował grupowy wyjazd na ten festiwal. Szczegóły można będzie otrzymać u Stefan Buchholz a, który tez przyjmuje zapisy chętnych.

 

Nasz ksiądz

 

Ostatnimi czasy w naszej parafii prowadzone jest „współzawodnictwo” na najlepszego księdza opiekującego się nasza społecznością emigracyjną. Jak wykazują ściany sali parafialnej pierwsze miejsce zajmuje (sic!) ks.Tatarczuk, który rzekomo uratował nasza parafie! Temat obszerny wiec tylko dodam, że jedyna Jego wątpliwa zasługą jest rozbicie naszej społeczności parafialnej i tolerowanie bandycko-terrorystycznych metod stosowanych przez Jego fanów! Pokazał tez, że cel świeci środki, ukrywając prawdę metodą kłamstwa. Dla wszystkich nie opętanych chęcią burzenia jasnym jest fakt, że prawdziwym odnowicielem naszego kościoła polskiego w Portland był ks.J.Bambol, który przejął parafię po swych „kontrowersyjnych” poprzednikach i w bardzo szybkim czasie potrafił ożywić i zjednoczyć nasza tut. Chrześcijańska Polonie, która włączyła się aktywnie w życie duchowo – kulturalne naszej parafii. Na poparcie tej opinii podaje przykłady:

 

Uregulował sprawy naszej organistki, która z większym zaangażowaniem podjęła się grania do mszy. Wyraził zgodę na organizowanie zabaw w sali Bankietowej naszego kościoła. Jako pierwsza zorganizowano „Bal Sylwestrowy”, którego organizatorką była p.Bogusława P. W kilka tygodni później najbardziej masową zabawę (do tej pory rekord nie pobity. 140 osób!) „Bal maskowy” poprowadzony przez rodzinę Buchholz. Później zabaw było więcej, były koncerty (K.Krawczyka 2x, I.Jarockiej), zaczęto prowadzić religie dla naszych dzieci w j. polskim (p.Monika M.), rozpoczęto rozprowadzanie polskiej prasy, książek i kaset video, otrzymaliśmy zgodę na powieszenie tablicy informacyjnej Klubu Polskiego, która była nośnikiem wiele ciekawych i ważnych informacji. Podczas opieki duszpasterskiej ks.Bambola nie odnotowano żadnych, powtarzam, żadnych incydentów mogących świadczyć o jakichkolwiek podziałach wewnątrz naszej społeczności. Wszyscy razem budowaliśmy nasze miejsce w Polskim Kościele. Pomimo podeszłego wieku ks.Bambol nie zapominał o remoncie kościoła. Przebudowano kuchnie w sali bankietowej własnymi siłami. Jego moralność mogła by być wykładnia dla następców, ale nie jest!Tak więc z cała odpowiedzialnością stwierdzam, że ks.Bambol jest prawdziwym i rzeczywistym dobrodziejem naszej Polskiej Parafii i tylko On potrafił zjednywać ludzi pod sztandarem Chrystusa bez względy na poglądy polityczne czy antypatie towarzyskie.

Kulawy Prezydent RP

W numerze 58 „NBI" zamieściłem zdjęcie prezydenta RP A.Kwaśniewskiego składającego kwiaty pod krzyżem stającym na cmentarzu pomordowanych polskich oficerów w Katyniu w dniu 17 września czyli w rocznice napaści sowietów na Polskę. Nie wiedziałem wtedy, że prezydent RP był „niedysponowany”.

Jak podaje wiele agencji prasowych prezydent Kwaśniewski składając kwiaty pod krzyżem w Katyniu był pijany! „Było widać, że prezydent Kwaśniewski był pijany. Chwiał się na nogach. Podtrzymywali go BOR-owcy. To kompromitacja narodu, że się piło na terenie grobów pomordowanych” stwierdziła Katarzyna Piskorska z Federacji Rodzin Katyńskich. „To pomówienia" komentuje Teresa Grabczyńska (dyrektor biura informacji Kancelarii Prezydenta), „Pan prezydent ma problemy z golenią”.

Czy to pierwszy wypadek „niedyspozycji" prezydenta RP? NIE! Najbardziej wpadkowym rokiem „naszego" prezydenta był rok 1996.

W kwietniu 1996 roku podczas wizyty na Białorusi prezydent wyszedł z polskiego konsulatu chwiejnym krokiem, uczepił się bagażnika samochodu i usiłował wsiąść do niego. BOR-owcy na siłę wcisnęli go we właściwe drzwi.

We wrześniu 1996 r. w Gdańsku na wspólnej konferencji prezydentów Litwy i Polski Aleksander Kwaśniewski zdaniem dziennikarzy „Gazety Wyborczej” i „Rzeczypospolitej”, wysławiał się z trudnością.

W październiku 1996 r. po wizycie Kwaśniewskiego w Nowym Jorku dziennikarze „Washington Times” sugerowali, że był on pijany i „bełkotał” z trybuny ONZ. Podobne zachowanie stwierdzono podczas wcześniejszych wizyt.

My Polacy zdajemy sobie sprawę, ze „choroba” Kwaśniewskiego jest pozostałością po szkoleniach partyjnych organizowanych przez PZPR. Do czasu kiedy reprezentował komuchów nie było w tym nic bulwersującego. Teraz jednak ów pan reprezentuje III Rzeczypospolita! Prezydent może się nie znać na tym czy owym, ale powinien być czystym patriotą! A czy patriota chleje wódę 17 września (ten dzień obchodzony jest na Białorusi i Ukrainie jako dzień zwycięstwa nad Polską, tradycyjnie opijany przez tubylców) razem z potomkami morderców, składając później kwiaty na grobach ich ofiar?

Jeżeli nawet w wypowiedzi rzecznika prezydenta jest cząstka prawdy, to Kwaśniewski powinien pozostać w domu.Ani Rodziny Katyńskie ani sami pomordowani nie byli by tym faktem zasmuceni!

 

Nadzieja

Nadzieja potrzebna jest wszystkim ludziom i warto czasami się na tym zastanowić. Dobrym materiałem na tego rodzaju przemyśleń może być:

Najmilsza ludziom nadzieja

Bias z Prieny

 

Czym jest nadzieja? Dlaczego jest ludziom tak miła, potrzebna? Skąd pochodzi ta tajemnicza energia działania biorąca się z tchnienia nadziei?

 

Nadzieja jest pożądaniem, dążeniem. Jest przewidywaniem, zapowiedzią, obietnicą. Nadzieja to oczekiwanie na spełnienie. To ufność, że zamiar, marzenie uiści się, urzeczywistni. Czy może być coś bardziej miłego, ekscytującego? Niekiedy nadzieja jest słodsza niż jej spełnienie, ale to już zupełnie inna sprawa.Niekiedy może być głęboka, uzasadniona, chociaż bywa też czasem nikła lub nawet złudna. Jaka by nie była, jest iskrą zapalną, płomykiem rozświetlającym nieznane, obietnicą wspaniałej rekompensaty za nieunikniony wysiłek, na jaki musimy się zdobyć, by zbliżyć się do upragnionego celu. Bez niej trudno o motywacje, a więc i mobilizację do działania. Ktoś pozbawiony nadziei będzie tkwił w miejscu i najwyżej bezsilnie nad sobą się użalał.To nadzieja dodaje skrzydeł. Ożywia nas, krzepi, podtrzymuje na duchu. Jest wiarą i optymizmem. To bardzo dużo. Żyjemy nadzieją, karmimy się nadzieją. Bez niej życie człowieka staje się przyziemne, spłaszczone, nijakie. Tylko dzięki nadziei jesteśmy wstanie wyjść poza kręgi prozaiczności, wyrwać się z codziennego kieratu – wzbić się do lotu – by sięgnąć po nawet odległe, kuszące ideały.

Nie traćmy nadziei, nie dajmy się jej pozbawić. Wprost przeciwnie. Rozbudzajmy ją w sobie, podtrzymujmy, hołubmy. To ona rozświetla nasze życie, daje sił do walki. Tylko człowiek głęboko zawiedziony w swoich nadziejach powie z goryczą: nadzieja – matka głupich. Człowiek ufny powie jednak: niech żywi nie tracą nadziei. Nawet stracone nadzieje można ożywić, przywrócić, jako że: „Najmilsza ludziom nadzieja”.

Aborcja.

Od jakiegoś czasu prowadzone są akcje (szczególnie przez organizacje katolickie) zmierzające do anulowania legalizacji aborcji w USA. W Polsce od sześciu lat obowiązuje ustawa zakazująca aborcji (z małymi wyjątkami} i Dziennik Internetowy PAP przeprowadził ankietę z pytaniem dość niejasnym : „według Państwa (ustawa) spełnia, czy nie spełnia” swego zadania? Odpowiedziało 316 osób, z czego 119 (37.66%) było na „TAK”, a 197 osób (62.34%) na „NIE”.

Przedstawię teraz kilka wypowiedzi (fragmenty) motywujące swoje stanowisko.

Opinie osób głosujących na „TAK”:

-Myślę, że dzięki tej ustawie swoje życie zawdzięcza wiele dzieci....

-Nie można zabijać w imieniu prawa....

-Jeśli choćby jedno istnienie ludzkie zostało uratowane dzięki ustawie, to spełnia ona swoje zadanie. Aborcja to śmierć.

-przecież przerywanie ciąży jest też zabójstwem i to osoby zupełnie bezbronnej.

-Każde uratowane życie warte jest nawet najbardziej kontrowersyjnej ustawy.

-Spełnia, spełnia. Jeśli szacunki Federacji Kobiet są prawdziwe, to mamy kilkadziesiąt tysięcy aborcji rocznie, a nie 600-700tyś,. Jak to dawniej bywało.....

Opinie osób głosujących na „TAK”:

-Mam nadzieję, że następny rząd zajmie się tymi sprawami, ponieważ jeśli tak dalej pójdzie to Polska stanie się „średniowiecznym” państwem w XXI-wiecznej Europie.

-Kobiety zostały zmuszone „zejść do podziemia" z rzeczami z którymi w normalnym kraju zajmuje się lekarz...

-O tym czy kobieta może przerwać ciążę powinien decydować lekarz a nie ksiądz czy minister...

-Ustawa nie spełnia swych zadań bo nie może spełniać. Wszyscy wiedzą, że aborcja „na czarno” rozwija się w najlepsze.

-Ustawa jest bardzo rygorystyczna; przypomina ustawodawstwo państwa wyznaniowego, a nie demokratycznego....

-Ta ustawa to jedna z niewielu rzeczy, których Polacy zagranicą muszą się jeszcze wstydzić.

-Ta cała ustawa to barbarzyństwo! Niebawem w Polsce będzie się palić czarownice na stosie....

-Odbieranie praw kobietom (...) nie przynosi dobrych rezultatów o czym świadczą przykłady takich krajów jak Iran, Afganistan i, niestety, Polska.

-Wg. Danych rządowych w roku 1998 było 310 aborcji. To chyba na jednego lekarza?

-Zamiast chroniąc dzieci nienarodzonych proponuję zająć się dziećmi które żyją a naprawdę potrzebują pomocy.

-Z ustawy owej najbardziej zadowoleni są chyba sami lekarze....

- (...)- dziecko nie chciane to tragedia!....

Tutaj warto dodać, że w Niemczech, ażeby móc dokonać aborcji trzeba mieć potwierdzenie, że skonsultowano te decyzję np. Z księdzem, który wystawia stosowny dokument.

.

Mord w Waco a wielka polityka

Ostatnim czasem temat masakry Davidowców w Waco wraca jak bumerang na łamy prasy, w tym i polskiej. W jednym z wrześniowych numerów „N.Czasu” p.Jan M.Fijor w artykule „Media 2000” poruszył ten właśnie temat dodając kilka nowych spojrzeń, szczególnie istotnych dla tych, którzy zamierzają głosować na przyszłego prezydenta USA. Oto fragment tego artykułu:

(...) Otóż kilka lat temu, na farmie w miasteczku Waco w Teksasie zabarykadował się, wraz z uzbrojonymi wyznawcami swojej fanatycznej sekty, niejaki David Koresh. Wcześnie ogłosił kilka buńczucznych oświadczeń, w których m.in. zapowiadał koniec świata, wypowiedział posłuszeństwo legalnej władzy, grożąc, że w razie jakiejkolwiek interwencji sił porządku podpali siebie i swoich wyznawców, wśród których znaczny odsetek stanowiły kobiety i dzieci. Władze postanowiły interweniować; obóz Koresha otoczyły oddziały FBI oraz ATF (specjalna policja do walki z podpalaczami, zamachowcami itp.), apelując o uwolnienie – przynajmniej – dzieci. Ponieważ Koresh nie reagował, na polecenie szefowej Departamentu Sprawiedliwości )od pewnego czasu nazywa się ten resort ministerstwem niesprawiedliwości) Janet Reno oddziały ruszyły do ataku, w wyniku którego zginęło kilku agentów FBI oraz spłonęła farma wraz z całą sektą „Davidową”, łącznie prawie 100 osób.Dzięki życzliwości mediów akcja w Waco uzyskała „rozgrzeszenie” społeczne; nikt nie protestował, prezydent pochwalił p.Reno i wszystko było w porządku, aż do ostatnich dni sierpnia, kiedy to nagle na łamach prasy znalazły się rewelacje byłego agenta FBI, który ujawnił, iż na rozkaz "„najwyższych władz” podpalenia dokonały siły porządku, a nie Koresh, jak utrzymywano zaraz po akcji. Policjanci mieli użyć do tego miotaczy ognia i środków podpalających. Miały one (tylko) doprowadzić do wypłoszenia sekty z pułapki, tymczasem skończyło się na usmażeniu żywcem kilkudziesięciu osób, w tym wielu dzieci.Początkowo rewelacje zbagatelizowano, traktując je jako próbę odwrócenia uwagi od „kłopotliwych pytań” Busha, tym bardziej że Waco znajduje się w Teksasie, a wiadomo, kto jest gubernatorem tego stanu (Bush junior – kandydat na prezydenta USA). Potem zaczęto się doszukiwać nowych sensów, zwłaszcza że przecież gubernator nie kręciłby bicza na samego siebie. A więc po co ta afera? Podobno chodziło o skompromitowanie Lucjusza Freeh, szefa FBI, który się wyraźnie z prezydentem nie lubi.

  Okazało się jednak, że w czasie „akcji w Waco” nie był on jeszcze szefem FBI. Więc co i kto? Byłoby to uderzenie w Janet Reno? A może jeszcze wyżej? Okazało się bowiem, że w wydanie rozkazu atakowania sekciarzy zamieszana jest Albercik Gore i ...Hilaria Clinton. Niezłe bagno się z tego zrobiło...

 

 

 

(Powyższy fragment zamieszczono bez wiedzy i zgody autora - B.S.)