lwow2003.htm

Kochany Zbysiu-Prezesie ! Kochani Uczestnicy !
Kochani coscie zaprzepascili cos wspanialego nie biorac udzialu !

Dotyczy: Wycieczka do Lwowa i po "zapadnej" Ukrainie 1.-7.czerwca b.r.

W pierwszych slowach tego listu musze jak najmocniej skarcic Kolezanki i Kolegow ktorzy zamierzali i planowali, ale nie pojechali. Sami sobie winni !
W sobote 30 maja zadzwonilem juz z Polski do Prezesa zeby sie dowiedziec
szczegolow i dowiedzalem sie ze wyz/wym. lezy w bambetlach (to po lwowsku) z 42 Celsjusza i glos mu tez odebralo.
Dostalem zlecenie prowadzenia grupy i uprawnienie wymierzania kar
nieposlusznym.
W niedziele pogoda byla sliczna, malo policji na drogach i jazda do Rzeszowa
(z Bielska) bez problemow.
Busik przyjechal punktualnie. Grupa sie zebrala malenka, osiem osob tylko.
Prezes dal znac ze na wiecej nie trzeba czekac bo nie ma wiecej.
Odjazd!!!

Przez granice przejechalismy jako tako sprawnie, podpadl mi tylko nieco pogardliwy stosunek kierowcy, pana Dudy, do Ukraincow, tak mundurowych jak i cywilnych. Moze to ten styl u ludzi pogranicza? Powtarzalo sie to przez caly czas z nim.

Za granica wszyscy (panie) szukali Bohunow i Mazepow, ale ludzie okazali sie calkiem normalni, domy i ogrodki tez normalne, krajobraz b. rozlegly i piekny duma i nostalgia zdominowaly nastroj autobusu do tego stopnia ze trzeba sie bylo napic wodki i przejsc na Ty.

Przed Lwowem, na wjezdzie na obwodnice zaczelismy jechac wg. odrecznego rysunku Zbyszka (przefaxowanego z loza bolesci) i szukac Brzuchowic, gdzie miala byc nasza baza noclegowa. Bylibysmy nie trafili, ale przy zakupie wodki w barze (nostalgia byla nie do przelkniecia) znalezli sie dobrzy ludzie co znali droge.

Pan kierowca nie przejawial wiekszego zainteresowania tym problemem. Mapy tez nie mial. Brzuchowice to byl S U P E R T Y P !!! W krajobrazieuzdrowiskowym, pagorki, lasy, jeziorka, zaby kumkaja i ptaszki spiewaja, stoi seminarium duchowne jak wyspa "normalnego swiata" w dzikich polach. Mur, brama, porzadek, czysciutko, bezpiecznie, ciepla woda, uprzejmi ludzie. Kuchnia czynna, wszystko jak w zegarku.

Dziekujemy Ci Zbyszku!!

W poniedzialek zaczal sie nasz lwowski program. Kierowca troche bladzil, ale jakos znalezlismy do centrum, normalnie 15-20 minut. Przewodnik byl zestepca zastepcy, muzea i muzealne koscioly byly w poniedzialek jak na calym swiecie pozamykane, mottem tego dnia bylo: ten kosciol jest tez zamkniety, ale obejdziemy go naokolo. Wedrowka na Wysoki Zamek wynagrodzila wszystko a Lwow jest tak wspanialy ze nawet przy wszystkich zamknieciach serce sie z piersi wyrywa i dusza spiewa ..Bo gdybym raz jeszcze urodzic sie mial, to tylko we Lwowi.

To wszystko czesciowo z duma, czesciowo z zalem. P.Panstwa!!! Nie ma na " swieci"takich dzior w jezdni jak tam. Ale za to miasto......B A J K A ...!!! A kobity...! Zadko udana rasa, a do tego wyjatkowo zadbane. (te mlode). W "treninganzugu" zadna sie na ulice nie wazy. Knajp moc. Jakosc i ceny rozne. Mowia zupelnie po ludzku, po ukrainsku i po polsku "si balaka" i kazdy kazdego rozumie, szczegolnie jak sie "cmagi" napije.

We wtorek objela nas wlasciwa przewodniczka: pani Teresa Pakosz i za to Dziekujemy Ci Zbyszku !! Wyjatkowo mila i znajaca sie na problemach i historii i wogole zorganizowana przewodniczka. Z nia poznalismy troche Lwowa  i  z  nia pojechalismy w runde po Ukrainie.

Przedtem rozkroczyl sie nasz autobus i przyjechal inny na wymiane. Nowy kierowca pan Jan byl na poziomie, uprzejmy i zainteresowany. Tak to mala awaria miala pozytywne skutki. Runda po Kresach: Olesko- Wspaniala forteca kresowa z daleka perspektywa plaskich (dzikich) pol.
Pomnik kawalerii Budjonnego- niesamowite rozwiazanie formy i statyki, temat niestety dla nas niestrawny (ale tez dla Ukraincow).
Podhorce-Cudo i tragedia, kresowy Versal, troche mniejszy ale duzo piekniej polozony, niestety 2/3 ruina Poczajew- ukrainska Czestochowa. Cos niesamowitego, dech
zapiera i prawie rzuca na kolana. Niestety przejete przez kler rosyjsko-prawoslawny
i tym samym polakozerczy.

Nocleg ze spiewami przy ognisku w Krzemiencu (byla i cmaga) byl niezwykly chocby z czysto organizacyjnej strony. Na nocleg w pryw. domu musiala sie grupa podzielic na dwu- i trzyosobowe pokoje i zadowolic jedna lazienka i ubikacja (siedem nas + przewodniczka + kierowca). Podzial przeszedl bez slowa sprzeciwu. Nikt nikomu nie przeszkadzal w myciu i nikt nikomu nie zrobil na kolana. Po raz pierwszy grupa byla zgodna. Normalnie na 8 osob panowalo co najmniej 4-5 zdan. Trzeba zaznaczyc ze bylo 6 pan i tylko 2 nas.

Ludze przestawiaja sie w grupie automatycznie na zaskakujaca biernosc bez redukcji wymagan. Pan kierownik to zrobi... Maciek, poskarzyles sie juz na to (???) u Kosteckiego? moje ulubione pytanie. Drugie : pytales juz kierowcy czy cos zjadl? Gdzie tu jest bankomat co bierze Master ?
No nic.
Krzemieniec to liceum, Slowacki, gora krolowej Bony ale tez wspaniale golabki i nalesniki z serem juz na sniadanie.
Potem Wisniowiec, Zbaraz, Tarnopol i Zloczow, Marysi K.-Y. i moje miasto rodzinne.
Straszny z przeszlosci NKWD zamek Sobieskich i wspomnienia i poszukiwanie
(udane) dawnych mieszkan i domow. Po powrocie do Lwowa to znaczy do nader sympatycznych Brzuchowic odbyl sie wieczor dobrze zalewany w lasku seminaryjnym. Spiewy nasze laczyly sie z kumkaniem zab.

Koniec czesci pierwszej
Ciag dalszy:

Piatek byl wspanialy. Zwiedzanie cmentarza lyczakowskiego. Moznaby tydzien spedzic. Po poludniu burza i nasze - Spotkanie z lekarzami polskimi ze Lwowa. Bardzo krotkie bylo to spotkanie bo wskutek ciasnoty lokalowej prawie rownoczesnie przyszli ludzie na tygodniowe zebranie, gdzie ci "nasi" koledzy sluza rada i pomoca potrzebujacym, przewaznie starym ludziom

Tu niestety musze znowu, przy tym pisaniu lykac lzy.

K O C H A N I !!!!!
Ci ludzie sa niewyobrazalnie biedni,chorzy i bezradni. Beznadzieja
kompletna.
To sa ci ktorzy za Polske cierpieli i cierpia nadal. Czego najbardziej potrzeba? Butow,
ale duze numery,zeby duzo skarpetek
wlazlo do srodka! Babcia na ulicy zebrze; Panstwo nie macie jakiegos sucharka? Keksa? Hb napewno ponizej 5,0,  na spuchnietych nogach buty o 5 numerow za duze
i skarpetki przesiakniete wysiekiem. Stara polska Babcia....
Lekarze potrzebuja lokalu na ambulatorium! Lokal by sie znalazl, ale
kosztuje ok. 25000,00 Dolcow.(dwadziesciapiectysiecy) To nie duzo. Gdybym mial, kupilbym to mieszkanie i na 10 lat z opcja na przedluzenie ofiarowal Pol. Tow.Lekarskiemu.
Zgorzknienie panuje wsrod ludzi. Na zjezdzie Polonii owacjami witana jest
kobita ktora wola "Wita was polska Gruzja !" Zapomnienie grozi natomiast tym ktorych jest tysiace i juz zawsze mowili po polsku ! Tylko ze sa za blisko i tym samym za malo atrakcyjni!!!

COS MUSIMY ZROBIC !!!
W sobote mamy znow inny samochod. Teraz calkiem maly i bez klimatyzacji.Ale
kierowca b. mily. ....Dzwoniles juz do Kosteckiego?..... Placenie za pobyt poszlo na szczescie bez problemow. 20 USD od glowy(z wyzywieniem) na szczescie w kazdej mozliwej walucie.

Jeszcze troche lazenia po centrum, pamiatki, rozrzutny obiad w Wiedenskiej i jazda do domu.
Granica to wielka przygoda! NRD z akcentami czeczenskimi. Dzieki aktywnosci
Tereski Fehrenbach  (tym razem pan kierownik nastawil na biernosc) Bogus Tomczyk (ktorego cos pogryzlo po nogach)zostal ogloszony umierajacym i jako transport takowego zostalismy przez obie granice przeprowadzeni w trybie pospiesznym. Normalni podrozni czekali 7-8 godzin. To Polacy tym razem murowali.
Juz na granicy zaczely sie rozmowy krecic wokol: ale gdyby Kostecki cos
znowu zorganizowal to jedziemy, co ?

I dlatego: Zbysiu!! Bardzo Ci dziekujemy!!
Maciek (kierownik mimo woli)