Mazowski

Jak daleko z Chicago do Pułtuska?

 

Jeżeli zapyta się przypadkowo spotkanego Polaka, mieszkającego w którymś z europejskich czy amerykańskich miast, o nazwę organizacji polonijnej w jego kraju, tytuł wydawanego pisma, czy termin najbliższego Zjazdu Polonii, z pewnością wzruszy tylko ramionami. On nie ma czasu na takie sprawy, zajmuje się zarabianiem pieniędzy na życie, do jakiejś organizacji należy chyba jego emerytowana ciotka, a jakąś gazetkę rozdają pod kościołem i jest w niej program telewizji Polonia i adres polskiego rzeźnika... Tymczasem gdzieś na pograniczu świadomości przeciętnego polskiego emigranta dzieją się sprawy, które mają w jego odczuciu charakter zjawisk typu „deus ex machina”.

 

Autorytety zamiast demokracji

Trudno oprzeć się wrażeniu, że w życiu polonijnym wiele jest nam dane niejako z zewnątrz, zorganizowane niejako za nas, a nas usiłuje się nie włączyć w pewnym sensie na siłę, aby cała sprawa miała publiczność. Z jednej strony mamy instytucje polskie, statutowo zobligowane do prowadzenia działalności na rzecz Polaków za granicami kraju, a z drugiej grupę działaczy, którym „Bóg powierzył honor Polaków”. I w sumie dzięki za to, gdyż w innym wypadku, przy dość powszechnej obojętność Polaków za granicą, nic w życiu polonijnym by się nie działo...  Sam też jestem takim „samozwańcem” wydającym od wielu lat gazetę polonijną „Relacje” i prowadzącym działalność organizacyjną nie z Polakami za granicą, ale dla Polaków za granicą.

 

Przykładem takiej spektakularnej imprezy jest II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy 2001. Spotykają się na niej osoby imiennie zaproszone przez organizatorów, a nie demokratycznie wybrani reprezentanci organizacji polonijnych. Wszystko pod hasłem „Polacy z całego świata spotykają się, aby dyskutować o sprawach Polonii”? Aby znaleźć się na Zjeździe, trzeba, poza zaproszeniem, sfinansować samemu swój udział, a jest to koszt dość wysoki, na co nie każdy może sobie pozwolić...

 

Podobno ilość przechodzi w jakość, ale czy zawsze? Zarówno w Polsce jak i na emigracji trwa działalność polegająca na organizowaniu się, organizowaniu zjazdów, kongresów i spotkań po zjazdach i kongresach w celu omówienia dokonań tych pierwszych... Powoływane są komisje organizacyjne, pisze się statuty, rozlicza się koszty. Do tego wszystkiego potrzebni są ludzie na funkcje prezesów, ich zastępców, członków zarządu, skarbników itp. Już to wszystko wystarczy, aby zająć sporo czasu i zużyć sporo pieniędzy. Czy jednak rzeczywiście ilość przechodzi w jakość? Po każdym zjeździe wszystko jakby zamiera, rozlicza się koszty i idzie do domu.

 

Polakami za granicą zajmuje się Senat RP i jego organizacyjne przedłużenie w kierunki Polonii, czyli Wspólnota Polska. Ma to być organizacja pozarządowa i w sumie nią jest, w odróżnieniu od Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W MSZ-cie Polonią zajmują się w zasadzie dwa departamenty – konsularny i polonijny.

 

Wspólnota Polska jest spadkobiercą Towarzystwa „Polonia”, po którym odziedziczyła pałacyk na Krakowskim Przedmieściu, część pracowników i sporo manier. Słyszy się głosy, że tworzenie Wspólnoty Polskiej było bardziej dostosowaniem Towarzystwa Polonia do nowej sytuacji politycznej, odnawianiem starej fasady, niż tworzeniem nowej struktury i wartości. Wspólnota ostatnio krytykowana jest za niewłaściwą gospodarkę swoimi funduszami, co jest z pewnością politycznym pomówieniem, jeżeli chodzi o zarzut nadużyć finansowych. Natomiast opinia, że budżet Wspólnoty w znacznej mierze obciążony jest kosztami utrzymania samej instytucji i organizowanych imprez, wydaje się być bardziej uzasadniona. Bezsprzeczny jest też fakt, że główny kierunek zainteresowań skierowany jest na Wschód. W środowiskach polonijnych padają pytania:  Czy potrzebna jest fikcja organizacji pozarządowej, aby finansować organizacje polonijne? Czy nie należałoby rozdzielić opieki nad Polakami na Wschodzie od kontaktów z Polakami na Zachodzie? Generalnie przecież Polacy na wschodzie nie są emigrantami w klasycznym pojęciu tego słowa, lecz raczej polską mniejszością narodową. Tym samym też ich potrzeby są różne od  osób, które świadomie emigrowały na Zachód. Ile pieniędzy przeznaczonych na finansowanie działalności Polaków za granicą idzie w przysłowiowy „gwizdek” z powodu aktualnej organizacji przydzielania środków, do czego w sumie sprowadza się działalność Wspólnoty. Czy część działalności organizacyjno-polonijnej nie odbywa się tylko dlatego, że są takie fundusze i że trzeba je jakoś wykorzystać, np. wydać gazetę?

 

Wspólnota wydaje  miesięczny biuletyn i prowadzi stronę internetową oraz organizuje kolonie letnie dla dzieci. Biuletyn, wydawany starannie i na dobrym poziomie, ale mimo wystarczających środków finansowych, wychodzi zawsze z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Do kogo dociera? Głównie do prezesów organizacji polonijnych i konsulatów. Strona internetowa, która mogłaby stanowić doskonałe forum dla dyskusji polonijnej, jest głównie elektroniczną wersją biuletynu. Brak jest polonijnej bazy danych, zarówno jeżeli chodzi o organizacje polonijne, jak i wydawnictwa. Jeżeli potrzebna jest taka informacja, to pracownicy Wspólnoty korzystają np. z informacji zawartych na stronach tworzonych bezpośrednio przez Polonię np. www.polonia.org

 

Po co się organizujemy, po co wydajemy gazety?

Jakie cele stawia dziś sobie ruch polonijny, po co się organizujemy, po co wydajemy nasze gazety, prowadzimy strony internetowe itp.?

 

Jako przykład celowości istnienia organizacji posłużę się metaforą - porównując „organizacją polonijną” z... polskim sklepem z wędlinami, jaki np. działa w Sztokholmie. To w sumie typowa organizacja z regularnymi składkami, lokalem i prezesem, a także działalnością informacyjną... Jej prezes dotąd będzie prezesem dopóki będzie sprzedawał świeże wędliny. Lokal finansują składki pochodzące ze sprzedaży kiełbasy, terminy spotkań są regularne, a liczba członków dość duża i stała. Konkretny jest też profil takiej „organizacji”, choć ktoś może wytoczyć zarzut, że jest komercyjna... Jest jednak skuteczna, bo powstała na określone zapotrzebowanie. I takie organizacje, tworzone wokół konkretnych celów, mają szansę na przetrwanie. Inny przykład „struktury polonijnej” to polski kościół, jeszcze inny to polonijne gazety, nie te dotowane, ale te prawdziwe z członkami-czytelnikami i składkami czyli opłatami za prenumeratę.

 

Za organizację polonijną uważa się zwykle grupę ludzi, którzy postanawiają spotykać się regularnie i w ramach określonej struktury organizacyjnej realizować zamierzone cele. Pisze się statut i wybiera prezesa. Takie organizacje mogą łączyć się w ramach większych parasolowych organizacji w tym samym kraju, albo kontynencie. Takie organizacje parasolowe skupiają zwykle znikomy procent Polaków w kraju osiedlenia, natomiast faktycznie reprezentują interesy wszystkich Polaków z kraju osiedlenia, z pominięciem procedur demokratycznych w skali całej polskiej grupy w tym kraju. Można jednak założyć, że skupiają najbardziej aktywnych i świadomych członków swojej grupy, a żyjąc w polskiej społeczności wiedzą dobrze, jakie ma potrzeby i oczekiwania. Niektórzy jednak twierdzą, że w organizacjach polonijnych działają głównie ludzie, którym nie udało się zrobić jakiejkolwiek kariery i organizacja polonijna jest dla nich jedyną szansą zaspokojenia ambicji.

 

Tworzenie organizacji parasolowych wydaje się być celowe, gdyż jest to praktycznie jedyna droga do nadania ciężaru gatunkowego organizacjom polonijnym tak, aby liczyły się z nimi zarówno władze kraju osiedlenia jak i władze krajowe i brały pod uwagę w procesie legislacyjnym. Dobrym przykładem mogą być protesty Polonii w związku z uchwalaniem ustawy o obywatelstwie. Czy jednak rzeczywiście przeważyły tu głosy zorganizowanej Polonii, czy też raczej głosy autorytetów polonijnych, np. Jana Nowaka-Jeziorańskiego?

 

W Europie podjęto próbę zjednoczenia Polonii w ramach Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych. Nie jestem przekonany, że istnienie EUWP dotarło do świadomości szeregowych członków organizacji, które ją teoretycznie współtworzą, nie mówiąc już o nie zrzeszonych emigrantach. Czy jednak EUWP po blisko roku praktycznie, jako struktura, nie istnieje tylko na papierze? Widoczni są natomiast szefowie tej organizacji, którzy np. zabierają głos w środkach masowego przekazu, niekiedy w imieniu EUWP niekiedy w swoim własnym i zasiadają w komitetach organizacyjnych. Wszystko to, podkreślam,  nadal poza świadomością członków poszczególnych organizacji członkowskich i przy braku procedury demokratycznej. EUWP zaistnieje na zjeździe w Polsce jako "prawdziwa organizacja", obok innych, a jej przedstawiciele będą brali udział w pracach rozmaitych komisji itp. W sumie fakty stwarzane przez z jednej strony przez etatowych pracowników, a z drugiej przez grupę działaczy muszą być akceptowane przez szerokie rzesze polonijne.

 

Planuje się spotkanie prezesów EUWP, (prawdopodobnie w Hiszpanii w Fuengiroli 19-21 października), gdzie być może nastąpi reanimacja zarówno samej idei zjednoczenia, jak i organizacji. Niedawno w Fuengiroli odbył się I Zjazd Polonii Hiszpańskiej, który powołał organizację parasolową. Hiszpańscy Polacy podchodzą na razie do idei zjednoczenia bardzo optymistycznie i poważnie. W Hiszpanii żyje wielu Polaków bez prawa pobytu. Liczy się, że zjednoczona Polonia będzie brana bardziej poważnie zarówno przez władze hiszpańskie jak i polskie, że dzięki temu łatwiejsze stanie się uzyskiwanie prawa pobytu, a co za tym idzie otworzy się możliwość posłania dzieci do szkoły... Hiszpania jest dotąd poza EUWP. Jednym z zadań tej organizacji jest przyłączenie Grecji i Hiszpanii. Wybranie miejsca spotkania prezesów EUWP właśnie w Fuengiroli może stać się krokiem prowadzącym do tego celu, przy założeniu, że na spotkanie to zaprosi się prezesów polonijnych organizacji w Hiszpanii.

 

Podobna historia jest ze Zjazdem Intelektualistów w Cannes, gdzie zabrakło myśli przewodniej. A może już po prostu nie ma żadnej myśli przewodniej, żadnej idei, która nas łączy, która nas pcha naprzód? Powtórka Cannes będzie w tym roku w Barcelonie, w listopadzie. Oczekuje się udziału płk. Kuklińskiego i planuje  przegląd filmów Jerzego Zalewskiego (m.in. Obywatel Poeta). To jednak trochę mało, aby ściągać tam ludzi z całego świata, choć Barcelona to piękne miasto.... Pułtusk podobno też ładny!

 

Co możemy zrobić?

Rozważając wszystkie zastrzeżenia i uwarunkowanie dochodzi się jednak do wniosku, że właściwie nie ma innej drogi niż taka jaką dziś porusza się ruch polonijny – z daleko posuniętą fikcją organizacyjną i brakiem demokratycznych procedur zastąpionych autorytetem wielkich nazwisk, chronicznym brakiem pieniędzy  i... paradoksalnie - rozrzutnością finansową... Zjazd jawi się w tym kontekście jako możliwość pokazania z jednej strony, że król jest nagi, a z drugiej znalezienia dla niego odpowiednich szat i mimo wszystko sformułowania celów działania.

 

Sporo mówi się ostatnio, co można zrobić, co powinniśmy zrobić, które z naszych pomysłów w ogóle mają szansę na „przebicie się” i na realizację. Moim zdaniem powinniśmy doprowadzić się do zorganizowania „okrągłego stołu” polsko - polonijnego oraz powołania stałego organu konsultacyjnego rządowo-polonijnego. Taka struktura mogłaby mieć swoich przedstawicieli w krajach osiedlenia, np. z tytułami konsulów honorowych. W tych ramach należałoby osiągnąć porozumienie w zakresie, jakie formy działania na emigracji powinny być dotowane przez kraj. Należałoby wypracować prostą procedurę finansowania działalności organizacji polonijnych, których podstawowym zadaniem powinna być promocja Polski w kraju osiedlenia, zgodnie z zasadą: Wszyscy Polacy za granicą są ambasadorami swojego kraju. Należałoby pomyśleć o zapewnieniu pomocy materialnej i prawnej ubogim i starszym Polakom za granicą, także na Zachodzie. Pomoc konsularna udzielana jest bowiem tylko polskim turystom, a organizacje polonijne nie mają ani środków finansowych na pomoc charytatywną, ani specjalistów do udzielenia pomocy prawnej. Warto może także bliżej spojrzeć na działalność departamentów konsularnego i polonijnego w MSZ oraz działalność służb konsularnych i domagać się wyłączenia nominacji na placówki spod wpływów politycznych.

 

Krzysztof Mazowski

Red. miesięcznika „Relacje”

2001-04-20