3 maja zakończył
się w Częstochowie II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy. Imprezy
tego typu odbywają się niezwykle rzadko (poprzednia w 1992 roku), są
więc unikalną szansą załatwienia ważnych spraw Polaków
zamieszkałych poza granicami kraju. Panuje zgodna opinia, że poprzedni
Zjazd nie był sukcesem i zakończył się niczym. Nie udało
się określić w jakikolwiek sposób formuły integracji ruchu
polonijnego na świecie, poróżnieni działacze rozjechali się
na 9 lat do domów z poczuciem niedosytu. Tegoroczny zjazd był kolejną
szansą na poprawienie sytuacji, na zrobienie kroku do przodu. Powstaje
pytanie, czy spełnił te nadzieje i czy tak należało go
przygotowywać. Poniżej dla zrównoważenia wielu ocen poszukujących
w zakończonym Zjeździe jedynie sukcesu, przedstawiamy kilka nieco
bardziej krytycznych uwag.
Zjazd jest wielkim i niełatwym
przedsięwzięciem organizacyjnym. Udział w nim biorą delegaci
organizacji i wspólnot polonijnych z całego świata. Słowo
delegaci nie jest tu może najwłaściwsze, gdyż sugeruje jakąś
demokratyczną formę wybierania i delegowania. Tu nic takiego nie miało
miejsca. Oczywiście niebywale trudno jest dyskutować z całą
wielomilionową i niekoniecznie zgodną Polonią, zasady
organizowania zjazdu, reprezentowania, wybór komitetu organizacyjnego itp.
Prawie niemożliwe. Ale tylko prawie, bo są przecież organizacje
kontynentalne, co prawda w różny sposób skonstruowane i różne też
co do wielkości, ale w jakiejś mierze Polonię reprezentujące.
Tymczasem już samo powołanie komitetu organizacyjnego zjazdu tonęło
w mroku niejasności. Większość po prostu nie bardzo wie jak
on powstał. Kolejność była mniej więcej taka: jubileusz
Stow. Wspólnota Polska, zaproszeni stosunkowo nieliczni goście podobno z
największych organizacji i na końcu komitet dobrany spośród tych
gości. Wydaje nam się, że tak niejasne powstanie komitetu
organizacyjnego może być zaczynem przyszłych kłopotów. O
pewnej przypadkowości w tym procesie świadczy wybór na stanowisko
przewodniczącej komitetu organizacyjnego Zjazdu Pani Heleny Miziniak, osoby
niestety nie zaproszonej na jubileusz Wspólnoty, choć pełniła już
wtedy funkcję sekretarza generalnego Europejskiej Rady Wspólnot
Polonijnych. Przyjechała na jubileusz wydelegowana w zastępstwie
innego emigracyjnego autorytetu, doktora Zygmunta Szkopiaka i została szczęśliwie
wybrana przewodniczącą komitetu organizacyjnego zjazdu. Ta mądra
i doświadczona działaczka o europejskim i demokratycznym profilu,
wniosła w przygotowania zjazdu i w jego przebieg wiele dobrego. Tych
ostatnich cech brakowało i brakuje części działaczy
polonijnych. Panią Miziniak trudno obarczać odpowiedzialnością
za braki w przygotowaniu Zjazdu, bo choć została przewodniczącą
komitetu organizacyjnego, to nie miała możliwości wziąć
udziału we wszystkich zebraniach, na których dyskutowano i decydowano o
zjeździe. Na przykład organizatorzy zebrania, czy też spotkania w
Chicago, nie zechcieli jej zaprosić. Spotkaniu temu z racji obecności
wszystkich pozostałych prezesów trudno odmówić decydującego
znaczenia. Przygotowanie Zjazdu było olbrzymią pracą kierownictwa
i kadry Stowarzyszenia Wspólnota Polska, za co jesteśmy im wdzięczni.
Nie uniknięto niestety wielu błędów.
Wydarzenia przed zjazdem.
Cały rok poprzedzający
zjazd obfitował w wydarzenia mające zdecydowanie negatywne znaczenie
dla przygotowania i przebiegu Zjazdu. Główną przyczyną były
odgłosy dyskusji dobiegających z obrad Sejmu dotyczących ustaw o
repatriacji i obywatelstwie generalnie bardzo negatywnie przyjętych przez
Polonię. Sytuacji nie poprawia też zawetowana ustawa reprywatyzacyjna,
pozbawiająca prawa do odszkodowania olbrzymią część
rodaków zamieszkałych poza Polską i nie posiadających polskiego
obywatelstwa. Cały cykl powstawania ustaw w Sejmie jest sprzeczny z zasadą
„nic o nas, bez nas”, przestrzegania której wielokrotnie domagała się
Polonia. Sejm w ogóle nie konsultuje z Polonią ustaw. Jedynym wyjątkiem
w legislacyjnym procesie jest Senat. Projekty senackie są sprzyjające
Polonii i nie restrykcyjne. Dzięki zabiegom Pani Marszałek Alicji Grześkowiak
oraz Senator Sagatowskiej i Buguckiej-Skowrońskiej projekty ustaw są z
nami konsultowane na wszystkich etapach. Trzeba tu podkreślić, że
naszym wielkim sprzymierzeńcem w tych sprawach jest Prof. Stelmachowski
popierający we wszelkich gremiach przychylne Polonii elementy
powstającego prawa. Niestety projekty senackie nie przebijają się
przez Sejm. Ustawa o „Karcie Polaka” też ginie w szufladach niemożności
choć inne kraje już sobie z podobnym problemem poradziły. Z całego
świata, w tym od wielu polonijnych autorytetów, nadchodzą protesty z
powodu rygorystycznego przestrzegania na niektórych przejściach
granicznych instrukcji paszportowej. Wymaga ona legitymowania się wyłącznie
polskim paszportem przez osoby posiadające podwójne obywatelstwo. Grzywny
i inne administracyjne szykany nie pomagają, gdyż dla setek tysięcy
Polaków za granicą uregulowanie tych spraw nie jest po prostu możliwe.
Z Południowej Ameryki nadchodzi wiadomość o odebraniu tytułu
Konsula Honorowego Prezesowi USOPAŁ-u, Janowi Kobylańskiemu. Rzesze
polonijne nie znają ani kulisów sprawy ani przepisów MSZ-u. Wiedzą z
pewnością jedno: Jan Kobylański jest dla ruchu polonijnego w
Ameryce Łacińskiej i na świecie osobą o niepodważalnych
zasługach. W końcu na kilka tygodni przed Zjazdem cały polonijny
świat obiega wiadomość o konflikcie między Edwardem Moskalem
a Janem Nowakiem-Jeziorańskim. Na tle trudnych i aktualnych spraw polsko-żydowskich
i ich oceny przez władze polskie, dochodzi do ciężkich oskarżeń.
Prezes Moskal jest dla olbrzymiej rzeszy Polaków w kraju i za granicą
przywódcą największej organizacji polonijnej na świecie i człowiekiem
dla Polski i Kościoła wielce zasłużonym. Jan Nowak-Jeziorański
jest dla milionów Polaków bohaterem narodowym i wzorcem w najwyższej
mierze godnym naśladowania. Ale to dwie bardzo różne osobowości,
życiorysy, mentalności. W obronie Jeziorańskiego wypowiadają
się autorytety: prezydent, premier, prymas, minister spraw zagranicznych,
intelektualiści. Kręgi polonijne starają się tematu nie
poruszać w obliczu zbliżającego się zjazdu. Środki
masowego przekazu w Polsce starają się z pełnym wyrafinowaniem
wykorzystać sensacyjność sytuacji i skierować dyskusję
wokół zjazdu na ten tor. Sprawy zasadnicze pozostają w cieniu
konfliktu, grozi rozłam. Na szczęście Polonia wyszła z tego
obronną ręką i nie podjęła tematu. Wielu będzie
jej to później zarzucać, ale była to jedyna szansa na uratowanie
Zjazdu i na osiągnięcie jakichkolwiek wspólnych celów. Odbywające
się w Warszawie, dokładnie w przeddzień Zjazdu posiedzenie
sekretariatu EUWP wyraźnie formułuje swoje stanowisko: w chwili
obecnej najważniejsze jest pomyślne przeprowadzenie Zjazdu.
Polonia dopisała swą
obecnością. Na zjeździe wbrew temu co podawała prasa, stawiła
się olbrzymia większość zgłoszonych i nie brakło
nawet polonijnych przedstawicieli najbardziej
egzotycznych państw arabskich. Niestety nieco inaczej było z wielkimi
tego świata. Wobec świeżego konfliktu rodem z zachodniej półkuli
odmawia początkowo przybycia premier i minister spraw zagranicznych. Nadpływają
sprzeczne doniesienia. Pryncypialne stanowisko zajmuje, występując w
obronie zbliżającego się Zjazdu Marszałek Senatu, Alicja
Grześkowiak. Zaowocowało to obecnością na inauguracji obu
marszałków: Sejmu i Senatu, premiera i wiceministra spraw zagranicznych,
ministra kultury i wielu innych. Nieobecny był przebywający za granicą
Prezydent Kwaśniewski, ale wyraźnie zabrakło na inauguracji jego
wysłannika, kogoś z kancelarii czy choćby listu. Odbywające
się kilka dni później przyjęcie dla Polonii w pałacu
prezydenckim, nie wykluczało chyba takiej możliwości. Zabrakło
natomiast na Zjeździe dwóch wielkich przywódców ruchu polonijnego na
świecie: Jana Kobylańskiego i mecenasa Marka Malickiego. Prezes Unii
Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej Jan Kobylański
jest najważniejszą postacią życia polonijnego w
Ameryce Południowej. To on postawił nowo utworzony USOPAŁ na nogi,
wspierając go znacznie finansowo. Jest człowiekiem o wielkich zasługach
dla Polski i Polonii. Jak informowali wszystkich przedstawiciele jego kancelarii,
zmuszony był odwołać swój udział w Zjeździe z powodu
odbywającej się równolegle, wielkiej uroczystości poświęcenia
pomnika Jana Pawła II w Urugwaju, z zaplanowaną obecnością
wielu znakomitości życia politycznego Południowej Ameryki. Część
uczestników zjazdu przyjęła to wyjaśnienie za dobrą monetę,
jednak wielu doświadczonych działaczy odniosło się do niego
sceptycznie, wychodząc z założenia, że na termin
urugwajskiej imprezy sam Prezes Kobylański musiał mieć wpływ,
a Zjazd Polonii jest imprezą niezwykle rzadko się odbywającą
i nadzwyczaj prestiżową. Nieobecność Prezesa Kobylańskiego
była dla Zjazdu niewątpliwą stratą i musiała mieć
inne, nieznane nam przyczyny. Podobnie nie znamy przyczyny nieobecności
Prezesa Rady Polonii Świata – mec. Marka Malickiego. Rada Polonii Świata
powstała z przekształcenia wielce zasłużonej w działalności
niepodległościowej Rady Poloni Wolnego Świata. I choć poza
swoimi zjazdami nie wykazywała się najmniejszą aktywnością
to wyraźnie trzeba zaznaczyć, że mecenas Malicki, człowiek o
wysokim wykształceniu, otwarty na zmiany i pragmatyczny, cieszy się
autorytetem w kręgach polonijnych. Jest wielokrotnie, demokratycznie
wybieranym prezesem, tej jedynej organizacji polonijnej o uniwersalnym i ogólnoświatowym
charakterze. Jest on więc też jedynym posiadającym formalny tytuł
do zajmowania przed Zjazdem, i w czasie jego trwania odpowiednich jego
stanowisku funkcji. W kuluarach zjazdowych jego nieobecność pozostała
przemilczana. Nie wiemy co spowodowało nieobecność Pana Prezesa
Malickiego, wiele daje nam do myślenia fakt, że w ostatniej chwili
odwołał swój przyjazd przywódca polonijny, którego podpis figurował
na wszystkich zaproszeniach zjazdowych.
To bez wątpienia
powinien być jeden z najważniejszych tematów dla Zjazdu, a niestety
nim nie był. Zagadnienie to intrygowało środowiska polonijne od dłuższego
czasu, w kontekście braku sukcesów poprzedniego Zjazdu. Dlaczego tej
sprawy nie przygotowano, a ją wręcz pominięto. Rada Polonii
Świata istnieje od początku lat dziewięćdziesiątych i
zaznacza swą obecność jedynie w postaci spektakularnych zjazdów.
Na kontynentach istnieją wyraźnie zarysowane i działające
struktury: południowoamerykańska USOPAŁ i europejska EUWP. O
organizacji australijskiej do niedawna niewiele wiedziano, i niewiele o niej mówiono,
może to się w przyszłości zmieni. Ameryka Północna nie
posiada dotychczas organizacji kontynentalnej, ale jest od lat dość
zgodnie reprezentowana przez KPA i KPK (Kongres Polonii Amerykańskiej i
Kongres Polonii Kanadyjskiej). Istnieją też ogólnoświatowe
organizacje kombatanckie, harcerskie i oświatowe. Nasza europejska
organizacja (EUWP) jest strukturą stosunkowo młodą i nie okrzepłą.
Wiele rzeczy w najlepszym wypadku dopiero nabiera rozpędu, a w najgorszym
pozostaje w sferze
papierowych planów. Trudno więc mówić o rozwinięciu skrzydeł.
Boryka się ona ze permanentnym brakiem funduszy i pozostaje ciągle na
garnuszku Stowarzyszenia Wspólnota Polska. Różni się diametralnie od
USOPAŁ-u, posiadającego bogatych sponsorów z Prezesem Janem Kobylańskim
na czele i od KPA organizacji leciwej, o wielomilionowym, liczonym w dolarach
budżecie. Jak widać brakuje realnie
działającej, ogólnoświatowej organizacji czy choćby forum
lub porozumienia. Wszyscy zdają sobie sprawę o absolutnej konieczności
poczynienia kroków integracyjnych, o konieczności mówienia wspólnym głosem,
zwłaszcza w obliczu polskich działań legislacyjnych wcale Polonii
– delikatnie mówiąc – nie sprzyjających. Polacy zamieszkali poza
granicami kraju dostrzegają wyraźnie, że często wbrew własnej
woli i uczuciom stawiani są w najgorszej, dwubiegunowej sytuacji: kraj a
Polonia. Aby uniknąć tego potrzebne jest wspólne forum, również
jako jedyne źródło siły emigracji wobec nowych wyzwań XXI
wieku. Jednak temat integracji pozostał na Zjeździe całkowicie
pominięty. Zbulwersowana tym grupa działaczy rozpoczyna kuluarowe
pertraktacje na ten temat. Jak zawsze w tego typu wypadkach istnieje
niebezpieczeństwo pominięcia zasad demokracji. Czy pertraktujący
mieli do tego odpowiednie upoważnienia? Tak ważne sprawy należy
poprzeć szeroką konsultacją społeczną, a we wszelkich
krokach uzyskiwać poparcie organizacji krajowych, których to dotyczy. I
znowu: „nic o nas, bez nas”. Wszelkie próby oczywiście upadają
tego samego dnia. W najwyższych sferach polonijnych pełnej zgody
dotychczas nie było i dalej nie ma. Miejmy nadzieję, że kiedyś
będzie. Tu zabrakło Prezesa USOPAŁ Pana Jana Kobylańskiego i
najważniejszego w tej materii Prezesa Rady Polonii Świata Pana Marka
Malickiego. Faktycznie trudno bez wyjaśnienia jego nieobecności i pod
jego nieobecność rozstrzygać sprawy organizacji ogólnoświatowej.
W dniu następnym pada na sali obrad, ze strony przedstawiciela KPA Prof.
Witolda Łukaszewskiego propozycja udzielenia organizacjom kontynentalnym
sześciomiesięcznego pełnomocnictwa na pertraktacje w sprawie
polonijnej organizacji światowej. Wielu delegatów jest oburzonych, uważając,
że tak ważne sprawy są dyskutowane gdzieś poza ich plecami.
Prezes Kongresu Polonii Niemieckiej dr Zbigniew Kostecki zdobywając się
na wielką odwagę mówi to co wielu mówiło od dawna, że Rada
Polonii Świata poza swymi zjazdami nic kompletnie nie zrobiła. Ale
wiemy jednocześnie, że Rada Polonii Świata powinna być
uczestnikiem tych rozmów. Na sali obrad wobec wydłużającej się
dyskusji i dziesiątków nowych wniosków istnieje ryzyko nie przyjęcia
rezolucji prof Łukaszewskiego. W końcu uniesienia słabną i
propozycja zostaje przegłosowana. Najważniejszy temat Zjazdu uzyskał
swe 15 minut w trakcie obrad, a zaprotokołowany tekst daje pół roku
na rozpoczęcie rozmów w tej sprawie, nie mówiąc jednocześnie
kto ma się tym zająć.
Zjazd był długi
i kosztowny. Powiedzmy otwarcie dla wielu delegatów z zachodniej Europy za długi
i za kosztowny. Suma łączna 630 $, zwiększona o koszt dojazdu jest wielkim obciążeniem
prywatnej lub organizacyjnej kieszeni, wręcz przekracza jej możliwości.
Nawet organizacje mające budżet państwowy i
zobowiązane tym samym do zasady gospodarności nie mogą sobie
pozwolić na takie wyjazdy. Podobnie wygląda sprawa długości
Zjazdu, zresztą nie tylko tego. Musimy w końcu przyjąć do
wiadomości fakt, że w działalności polonijnej zmniejsza się
liczba ludzi pozostających z racji wieku na emeryturach, a zwiększa
liczba ludzi czynnych zawodowo, dla których zwolnienie z pracy nie zawsze jest
możliwe. Zjazd wydłużono o piękne święto 3 Maja,
ale jest to święto narodowe polskie, przez Polonię w innych
krajach obchodzone z konieczności w najbliższą świętu
sobotę lub niedzielę. Niektórzy delegaci mimo chęci
uczestniczenia w całości Zjazdu, zmuszeni byli do skrócenia swojego
pobytu z obu tych powodów.
Oprawa Zjazdu była
doprawdy wspaniała. Zadbał o to główny organizator
Stowarzyszenie Wspólnota Polska wraz z Senatem Rzeczpospolitej, udzielającym
głównej subwencji na przeprowadzenie Zjazdu. Wybrano najlepsze co Polska
miała rodakom do zaproponowania: Warszawa, Kraków, Jasna Góra, Pułtusk,
„Mazowsze”. Nieobecność Prezydenta na inauguracji zastąpiło,
niejako, przyjęcie w pałacu i ogrodach prezydenckich. Było z tym
co prawda nieco zamieszania bo najpierw pytano kto jedzie, a kto nie, a potem
rozeszła się pogłoska, że niewielu jedzie. W końcu
pojechało pięć wypchanych autobusów z Prof. Stelmachowskim na
czele, czyli znakomita większość. Znakomite przemówienia Pana
Prezydenta i Profesora Stelmachowskiego, piękny pałac, wykwintne
potrawy, wszystko dodało Zjazdowi dodatkowego blasku. Część
delegatów, którzy pozostali w Pułtusku zebrała się na
niezaplanowanym wieczornym spotkaniu z Prezydentem Kaczorowskim, który jest
bardzo lubiany i cieszy się w szerokich kręgach polonijnych olbrzymią
popularnością i szacunkiem. Najgorzej mieli oczywiście ci, którzy
chcieli być tu i tu.
Zjazd inaugurowała
wspaniała msza św. celebrowana przez Prymasa Kardynała Józefa
Glempa w obecności duszpasterza Polonii na świecie Arcybiskupa
Szczepana Wesołego i wielu innych dostojników kościelnych oraz księży
wywodzących się ze środowisk polonijnych lub wśród nich
pracujących. Nie wiele mniej znaczącą była niedzielna msza w
Pułtusku. Nie możemy niestety nic powiedzieć o, z pewnością
pięknej, krakowsko-częstochowskiej części Zjazdu, gdyż
z przytoczonych już wcześniej powodów nie mogliśmy w niej wziąć
udziału.
Stowarzyszenie Wspólnota
Polska jest najważniejszym w Polsce partnerem środowisk polonijnych i
dysponuje olbrzymimi funduszami przekazywanymi jej przez Senat. Przejąwszy
majątek po Towarzystwie „Polonia”, które nie współpracowało
z organizacjami niepodległościowymi i na terenie byłego Związku
Radzieckiego, Stowarzyszenie stara się naprawić szkody wyrządzone
przez ówczesny system środowiskom polonijnym przez wiele lat pozbawionym
należnego im kontaktu z ojczyzną. Do tego dochodzi szczególnie trudna
sytuacja ekonomiczna w krajach postkomunistycznych co siłą rzeczy
zmusza Wspólnotę do większego koncentrowania swej działalności
i środków na tych terenach. Tu też są źródła ostrej
krytyki Wspólnoty za nietrafność niektórych lokowanych na wschodzie
inwestycji polonijnych. Środowiska polonijne na zachodzie oczekują ze
strony Wspólnoty więcej troski i środków, choć często to
one właśnie, same nie będąc w najlepszej kondycji finansowej
starają się udzielać rodakom ze wschodu pomocy. Nie jest prawdą
jakoby organizacje zachodnie nic nie otrzymywały ze Wspólnoty. Corocznie
rozsyłane są do wszystkich organizacji zapytania o istniejące
potrzeby, za nimi idą skromne subwencje. Generalnie jednak niedostateczność
tych środków jest traktowana przez organizacje zachodnie z należytym
zrozumieniem. Znacznie dotkliwiej ubolewa się nad brakiem partnerskich
stosunków pomiędzy naszymi organizacjami a Wspólnotą.
Przedstawiciele Wspólnoty od wielu lat są zapraszani na wszelkie zebrania,
zjazdy i kongresy polonijne we wszystkich stronach świata. Bez najmniejszej
wzajemności. Przedstawiciele naszych organizacji nigdy nie są
zapraszani na zebrania Wspólnoty. Wielokrotnie o tym mówiono i upominano się
o takowe zaproszenia, bez rezultatu. Trudno więc mówić o partnerstwie.
Na bazie tych frustracji i niedosytów powstaje krytyka poczynań Wspólnoty.
Nie jest ona jednak szczera, gdyż ustaje całkowicie w obecności
przedstawicieli Wspólnoty. Brak tu więc również otwartości.
Najbardziej krytykowany jest „dwór” warszawski, czyli centrala składająca
się w dużej mierze z ludzi bardzo młodych, a więc
energicznych lecz pozbawionych wieloletniej praktyki. Dla starych działaczy
polonijnych ważkie decyzje skupione w tak młodych i niedoświadczonych
rękach mogą być często upokarzające. Odróżnia się
tu zdecydowanie Prof. Stelmachowski, cieszący się w szerokich kręgach
polonijnych wielką i autentyczną popularnością. Cenione są
jego znakomite przemówienia oraz zdecydowane i konsekwentne opowiadanie się
po stronie Polonii we wszelkich sprawach gdzie rządowa „racja stanu”
lub sejmowe ustawodawstwo skierowane są przeciw Polonii. Lubiani i cenieni
są również przedstawiciele terenowych oddziałów Wspólnoty, z
którymi jest pełne zrozumienie i nie ma nieporozumień, stosunki są
wręcz przyjazne. Wymieńmy tu choćby Agnieszkę Bogucką z
Warszawy, Krystynę Gąsowską z Krakowa, Mariusza Grudnia z
Rzeszowa i wielu innych. Dyrektor Rusak z Pułtuska jest wręcz kochany,
i nie chodzi tu wcale tylko o polonuski. Pamiętajmy jednak, że ich
rola w kontaktach z nami jest o wiele łatwiejsza. Ostatnio Stowarzyszenie
jakby zyskało, a jego akcje wśród Polonii poszły w górę.
Stało się to nie za przyczyną Zjazdu, ale ostrej krytyki
skierowanej przeciw Wspólnocie przez SLD. Kręgi polonijne uważają
tę krytykę za politycznie uwarunkowaną. W stosunkach Polonii ze
Wspólnotą brak partnerstwa, ale coś tu zaczyna się zmieniać.
Autorem nowatorskich poczynań jest wspominana już wcześniej Pani
Helena Miziniak z Londynu, obecnie Prezydent Europejskiej Unii Wspólnot
Polonijnych. Ona to wraz z doktorem Szkopiakiem planując zeszłoroczny
zjazd Unii, zaprosiła do udziału i dyskusji przedstawicieli terenowych
oddziałów Wspólnoty. Przybyli i okazało się, że mamy ze
Wspólnotą znacznie więcej wspólnego niż poprzednio i że tędy
prowadzi droga do partnerstwa i zbliżenia. Przez centralę okazało
się za daleko. To również Pani Miziniak wykazała się kobiecą
odwagą, której mogą jej pozazdrościć mężczyźni
i otwarcie krytykowała Wspólnotę za brak partnerstwa, władze zaś
za brak konsultacji i błędne ustawodawstwo dotyczące Polonii. To
z jej ust słyszeliśmy wielokrotnie w różnych gremiach i w
telewizji: „nic o nas, bez nas”. W sprawie regularnych spotkań i
konsultacji z oddziałami Wspólnoty pałeczkę przejęły
samorzutnie powstałe regionalne spotkania organizacji członkowskich
Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych. Zapoczątkowało je spotkanie w
Ramsau w Austrii, kontynuuje spotkanie w Budapeszcie. Jesienią planowane
jest spotkanie organizacji polonijnych z państw skandynawskich i bałtyckich.
Zjazd znacznie ożywił kontakty pomiędzy prezesami organizacji a
przedstawicielami Rady Krajowej Wspólnoty obecnymi w czasie obrad. Był on
też kolejną okazją do spotkań i nowych kontaktów
polonijnych. To może zasługa nie tyle Zjazdu co organizatora tego
trudnego i pracochłonnego przedsięwzięcia - Stowarzyszenia Wspólnota
Polska. Dziękujemy.
Tadeusz Adam Pilat – Szwecja
P.S. Po co piszemy o tym wszystkim ? Ponieważ zależy nam:
Aby organizatorzy przyszłego Zjazdu w 2006 roku uniknęli
błędów.
Aby poczynić dalsze kroki w integracji ruchu
polonijnego albowiem stąd będzie on czerpać swą siłę.
Aby światowa organizacja polonijna z prawdziwego
zdarzenia stała się ciałem.
Aby Wspólnota Polska zawsze widziała w nas partnera.
Aby zaistniały układ Polska a Polonia zastąpić
układem Polska i Polonia.
W powyższym tekście nie zajmujemy się
wszystkim, a więc np. innymi sprawami
merytorycznymi Zjazdu, w tym wielką
ilością wniosków, rezolucji i apeli, które trzeba będzie
poddać podsumowaniu i ocenie za kilka lat. Nie piszemy też o całej
prestiżowej krakowsko-częstochowskiej części Zjazdu bo w
niej niestety nie uczestniczyliśmy.
Może ktoś inny zechce o tym napisać.
TAP, RŚ