Rola Polakow w kraju osiedlenia

Spotykamy sie na tym Zjezdzie w gronie przybyszow z calego swiata, zyjacych w panstwach o roznych ustrojach, roznym stopniu tolerancji i, konsekwetnie, roznych mozliwosciach imigrantow.

Jestem w bardzo szczesliwej sytuacji, bo mieszkam w Australii, kraju, ktory, w duzym stopniu dzieki pracom Polaka - prof. Jerzego Zubrzyckiego, przyjal  wielokulturowosc jako oficjalna doktryne ustrojowa.

Zgodnie z nia, kazda grupa etniczna i jej indywidualni przedstawiciele maja nie tylko takie same prawa jak potomkowie brytyjskich osadnikow, ale zapewnia sie im rowniez dostep do uslug w rodzimych jezykach, w wielu przypadkach bezplatnie, gwarantuje proporcjonalne zatrudnienie w urzedach panstwowych, a takze dotuje sie inicjatywy kulturalne oraz stowarzyszenia.  Przed podjeciem decyzji dotyczacych srodowisk etnicznych ministrowie odbywaja publiczne z nimi konsultacje.

 

Zblizony model posiadaja: Kanada, Stany Zjednoczone i niektore panstwa europejskie.

 

Do tej grupy panstw pragne odniesc niniejsze rozwazania.  Mam pelna swiadomosc, ze nie dotycza one krajow, w ktorych panuja dyktatury, a mieszkajacym w nich imigrantom utrudnia sie zycie, zmuszajac ich do asymilacji lub do wyjazdu.

 

Role Polakow w kraju osiedlenia trzeba widziec poprzez zespol obowiazkow i mozliwosci, wynikajacy z faktu zamieszkania w danym panstwie, jednakze w relacji do Polski oraz wspolnoty polonijnej na swiecie.

 

Glownym zadaniem Polaka mieszkajacego na stale w innym kraju jest, w moim przekonaniu, takie zachowanie na codzien, ktore utrwala przekonanie, ze jestesmy zbiorem ludzi uczciwych, pomnazajacych majatek naszej nowej ojczyzny.  Tylko posiadajac szacunek naszych wspolobywateli australijskich, mozemy starac sie o wplyw na panstwowe decyzje.  Posiadajac pozytywna opinie, przykladamy sie do po pozytywnego obrazu Polski tworzac dobra atmosfere dla jej przedstawicieli, ulatwiajac prace sluzbie dyplomatycznej oraz ludziom biznesu, a nawet wizyty polskich turystow.

 

Kazde panstwo przyjmujace imigrantow stara sie pozyskiwac jednostki mlode, zdrowe, z kwalifikacjami i nie karane.  Zapewnione sa rowniez mozliwosci imigracji opartej na zasadach humanitarnych i w ramach laczenia rodzin.  Jest to zwarty system, oparty na przepisach prawa, do ktorego przestrzegania tworzy sie odpowiednie instytucje.

 

Kazda proba naduzycia tego systemu, na przyklad nielegalne przedluzenie pobytu, nielegalne podjecie pracy, czy zawarcie fikcyjnego malzenstwa, jest notowana, a ich suma tworzy obraz grupy etnicznej jako respektujacej prawo danego panstwa lub nie.

 

Duza liczba przypadkow naruszenia przepisow powoduje, ze przedstawiciele danego narodu objeci sa bardziej szczegolowymi procedurami imigracyjnymi, co wydluza czas zalatwiania podan, a czesto konczy sie decyzja odmowna.

 

Czy ten problem z postepowaniem Polakow nie jest typowy takze i w innych krajach ich osiedlenia?

 

Oczywiscie, bowiem tak sie sklada, ze to najczesciej oni zatrudniaja lub pomagaja zatrudnic swoich kuzynow, oni tez aranzuja ad hoc malzenstwa dla amatorow stalego pobytu np. w Australii.  Wladze imigracyjne doskonale o tym wiedza.

 

Jesli umowny Kowalski popelni wykroczenie w Polsce, to zwieksza on jedynie statystyke wykroczen popelnionych przez Polakow.  Kowalski w Australii pojawia sie w statystyce jako Australijczyk, ale dodatkowo jako Australijczyk polskiego pochodzenia.  W tabelach tego rodzaju wykroczen Polacy nie zajmuja obecnie dobrego miejsca.  Wielu z nich przedluza swoj pobyt nielegalnie i czesto pracuje „na czarno“.  Zwykle odbywa sie to za wiedza i z poparciem rodziny.  Czy jednak takie zachowanie powinno byc popierane przez spoleczenstwo Polakow zamieszkalych w Australii?  Czy powinny je popierac polskie organizacje?  Tego rodzaju pytania zadaja sobie tez pewnie Polacy bedacy obywatelami Stanow Zjednoczonych, Kanady i panstw wchodzacych w sklad Unii Europejskiej.

 

Na poczatku lat osiemdziesiatych duza fala Polakow skorzystala z mozliwosci wyjazdu za granice i zdecydowala pozostac na stale, glownie w panstwach europejskich, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii.  Trafili do krajow, w ktorych niezaradnym zapewniano znosna egzystencje, ale tylko do pewnego pulapu.  Lepsze zycie zawsze wiazalo sie w nich zawsze z praca.  Niektorzy z nowych Polakow wyobrazali sobie, ze wystarczy domagac sie wiecej, a panstwo dostarczy wszystko.

 

W polowie lat osiemdziesiatych przybyl do Brisbane polski inzynier.  Nie podobalo mu sie w Danii, ale i nie wystarczalo mu to, co panstwo australijskie zapewnialo wszystkim uchodzcom na poczatku.  Poszedl wiec do handlarza samochodami, kupil najnowszego Jaguara, a rachunek kazal przeslac do Ministerstwa Imigracji...

 

Mialem okazje z nim rozmawiac.  Jego filozofia sprowadzala sie do, ze skoro Australia go zaprosila, to powinna mu zapewnic dobre warunki egzystencji.  Nie mogl zrozumiec, ze nikt go nie zapraszal, ze sam sie wprosil*.

 

Jesli chodzi o wizerunek grupy osob juz osiedlonych, to, w sensie negatywnym, na obraz na grupy etnicznej wplywaja trzy glowne elementy:

 

- przestepczosc,

- bezrobocie,

- stosunek do systemu opieki spolecznej.

 

Poza uchodzcami, kazdy ubiegajacy sie o imigracje do Australii musi przedstawic swiadectwo niekaralnosci i skutek jest tego taki, ze procentowo najwiecej przestepstw popelniaja rodowici Australijczycy.  Ale od nowoprzybylych wymaga sie wiecej.  Przestepstwa popelniane przez imigrantow sa jakby bardziej widoczne.  Mocniej rzucaja sie w oczy.  Jesli bandyta ma polskie lub wietnamskie nazwisko, to tzw. szary czlowiek natychmiast to zauwazy i bedzie upowszechnial opinie o zagrozeniu bezpieczenstwa wewnetrznego Australii przez okreslona grupe etniczna.  Polskie nazwiska mialo kilku glosnych kombinatorow w ostatnich latach.  Jednak Polacy nie kojarza sie nikomu z mafia, czego nie mozna powiedziec o np. Rosjanach.

 

Niemal wszyscy Polacy chca byc aktywni zawodowo i staraja sie o uzyskanie pracy.  Bylo z tym trudniej na poczatku lat osiemdziesiatych, kiedy malo kto z przyjezdnych znal w dostatecznym stopniu jezyk angielski.  Obecnie Polakow bezrobotnych prawie sie nie spotyka.  Ci, ktorzy nie moga dostac pracy, studiuja.  W odniesieniu do innych grup etnicznych, a takze rodowitych Australijczykow, spolecznosc polska, pod wzgledem zatrudnienia, prezentuje sie nie najgorzej.

 

Z tego wzgledu, mniej widoczne sa przypadki Polakow naduzywajaych panstwowej opieki spolecznej.

 

W sumie, Polacy prezentuja sie nie najgorzej, a ze wgledu na swe czesto wysokie kwalifikacje stanowia grozna konkurencje w swoim srodowisku zawodowym, co, czasami, powoduje antypolskie reakcje ich kolegow.  Ale to juz osobny problem, ktory moze jedynie dowodzic osiagniec zawodowych naszej grupy etnicznej.  Najwiekszy sukces zawodowy odniosl w Australii dr Zygmunt Switkowski, obecny szef panstwowej telekomunikacji, o ktorym kazdy Australijczyk wie, ze jest najlepiej zarabiajacym urzednikiem panstowym.  Rownie znakomitym przykladem jest inz. Edmund Obiala, budowniczy stadionu olimpijskiego w Sydney.  Nie brakuje tez calej plejady profesorow na wszystkich uniwersytetach australijskich.  W moim miejscu pracy, Ministerstwie Imigracji, w ksiazce telefonicznej moge sie doliczyc kilkudziesieciu polskich nazwisk.  W renomowanych orkiestrach symfonicznych graja polscy solisci.  Popularna aktorka filmowa jest Magda Szubanska.  Dyrektorem muzycznym sydneyskiej opery jest Wlodzimierz Kamirski.

 

Oczywiscie, po uzyskaniu stabilizacji zawodowej i finansowej pojawiaja sie u niektorych z nas ambicje spoleczne i polityczne.  Na szczeblu stanowym przewinelo sie juz kilku ministrow, dzieci polskich imigrantow powojennych, choc obecnie jedynym stanowym ministrem jest Henryk Palaszczuk w Queensland.  Mala to reprezentacja, w porownaniu z grupa wloska, grecka czy zydowska.  Mysle jednak, ze juz za kilka lat ministerialne funkcje zaczna obejmowac dzieci Polakow, ktorzy przybyli do Australii na poczatku lat osiemdziesiatych.

 

Nie brak tez ludzi, ktorzy odniesli duze sukcesy na niwie spolecznej.  Inzynier Wojak byl w latach osiemdziesiatych prezesem centrali zwiazkow etnicznych w Australii, a w latach dziewiecdziesiatych funkcje federalnego prezesa radia etnicznego pelnil obecny na tym Zjexdzie pan Zbigniew Sudull.  W stanie Queensland, w latach piecdziesiatych, szara eminencja polityki stanowej byl lider zwiazkow zawodowych Jozef (Big Joe) Bukowski.

 

Nasza pozycje wzmacniaja takze osiagniecia sportowcow polskiego pochodzenia, a takze udzial polskich programow w panstwowej telewizji australijskiej.  W tej sprawie przez wiele lat cenilismy wysoko inicjatywe telewizji polskiej, ktora dostarczala polgodzinny program „Oto Polska“ emitowany dwukrotnie przez telewizje etniczna.  Niestety, niedawno, w zwiazku z wprowadzeniem komercjalnego programu Telewizji Polonia w systemie kablowym, panstwowa Telewizja Polska zrobila uprzejmosc wybranej prywatnej firmie, oddajac jej wylacznosc na rozpowszechnianie polskich programow.  Oznacza to wycofanie programu polskiego z australijskiej telewizji panstwowej, a na wolne okienko szykuja sie juz podobno Turcy.  Tak oto Telewizja Polska pomaga nam w osiagnieciu prestizu w kraju osiedlenia.

 

Jesli przyjmiemy, ze glownym celem Polakow mieszkajacych poza Polska jest normalny, oczekiwany awans spoleczny, to wypada postawic pytanie w jakim stopniu polskosc, zwiazki z Polska i Polakami zyjacymi poza jej granicami pomagaja w osiagnieciu tego celu.

 

Jesli mozna ustalic te korzysci, to latwiej bedzie tez uzasadnic pewne zobowiazania w stosunku do „starej ojczyzny“ i rodakow rozsianych po calym swiecie.  Wydaje mi sie, ze ten rodzaj podejscia do tematu moze dac lepsze, bo praktyczne, efekty niz odwolywanie sie do patriotyzmu i innych wartosci emocjonalnych.

 

Mam dwudziestoletniego syna, studenta, ktory przyjechal do Australii jako dwuletnie dziecko.

 

Bardzo trudno jest mi przekonac go, ze wynosi jakies szczegolne korzysci z faktu bycia Polakiem, ale zgodzil si z dwoma faktami.

 

Po pierwsze, tak jak ja, jest przekonany, ze znajomosc dwoch jezykow, a wlasciwie wiecej, umiejetnosc myslenia i funkcjonowania w obrebie dwoch roznych kultur, podnosi iloraz inteligencji, powoduje, ze ludzie staja sie bardziej tworczy.  ƒwiadcza o tym znakomite wyniki na studiach w Stanach Zjednoczonych, uzyskiwane przez Koreanczykow, Chinczykow i inne nacje przybyle z egzotycznych krajow.  Ten poglac moze w pewnym stopniu tlumaczyc niezwykly udzial w nauce i innych rodzajach tworczosci ®ydow, ktorzy zawsze musieli mowic przynajmniej dwoma jezykami.

 

Drugim powodem do satysfakcji bycia Polakiem jest polski paszport, ktorego posiadacz po wejsciu Polski do Unii Europejskiej bedzie mial prawo do pracy i zamieszkania na calym jej obszarze.

 

Moze wiec, dzieki powyzszym przywilejom, bedzie poczuwal sie do zwiazkow z Polska.  Kiedy bedzie nieco starszy z pewnoscia zainteresuje sie blizej krajem, w ktorym sie urodzil i zafascynuja go stare zamki, ktorych nie ma w Australii oraz odmienna przyroda, zwlaszcza jej najpiekniejsze fragmenty, jak Tatry czy Bialowieza.  Chronic je warto takze ze wzgledu na dzieci emigrantow.

 

Czy w kontekscie naszych obowiazkow wobec krajow osiedlenia mozemy mowic o zadaniach wiazacych sie z pomoca dla Polski, obrona dobrego imienia Polakow, a takze promocji polskich spraw?

 

Czy mieszkajac gdzies za oceanem, na antypodach, i pilnie przyczyniajac sie do wzrostu gospodarki i potencjalu intelektualnego „nowej ojczyzny“ powinnismy cos robic dla „starej ojczyzny“?

 

W moim, i ogromnej wiekszosci osob zaangazowanych w polskich organizacjach, przekonaniu tak.

 

Sa sytuacje, kiedy kazdy Polak powinien cos zrobic dla swego rodzinnego kraju.  Na przyklad, w sytuacji kleski zywiolowej, jaka byla powodz na Dolnym Slasku, przy staraniach o wejscie Polski do NATO, czy wowczas kiedy sie pomawia Polakow lub gdy jakis kraj zamierza wymazac istotny symbol lub pamiatke polskosci.

 

O ile pomoc udzielana w przypadku kleski zywiolowej nigdy nie powoduje kontrowersji w krajach osiedlenia, a raczej zyczliwe wsparcie, to zabiegi o polskie wartosci moga nas czasem stawiac w konflikcie z grupami majacymi przeciwstawne interesy.

 

Kiedy na swiecie, a zwlaszcza w Stanach Zjednoczonych, przy ogromnym wysilku Kongresu Polonii Amerykanskiej, prowadzona byla akcja majaca przekonac decydentow NATO o celowosci szybkiego wlaczenia Polski do tej organizacji, w telewizji australijskiej wystapil ambasador rosyjski argumentujacy, ze taka decyzja bylaby szkodliwa.  W slad za tym wystapieniem pojawily sie publikacje naukowc w rozwijajacych tezy ambasadora.  Byly to tezy prezentujace tendencyjnie historie Polski i naszym obowiazkiem bylo korygowanie tych opinii.  Polemizowalismy w celu zmiany percepcji czytelnikow australijskich.

 

Tematem najbardziej klopotliwym jest reagowanie na zlosliwosci, przekrety i wymyslone zdarzenia, wiazace sie z tragicznym losem narodu zydowskiego, ktory losy swe zwiazal m. in. z ziemiami polskimi.

 

Ukazuja sie, takze w Australii, ksiazki - czesciowo o charakterze wspomnien, czesciowo o charakterze fikcji, z okresu niemieckiej okupacji, ktorych autorzy czesto prezentuja prawdziwe lub wymyslone krzywdy doznane przez Polakow.  Niezwykle trudno jest te fakty zweryfikowac.  Ogolne wrazenie wywolywane przez te publikacje jest tego rodzaju, ze to w gruncie rzeczy nie Niemcy, ale Polacy spowodowali Holocaust.  Zupelnie to nie przystaje do statystyki odznaczen „Sprawiedliwy wsrod narodow swiata“, ale w propagandzie nie fakty sa istotne lecz percepcja.  Reagowanie na tego typu publikacje jest trudne poniewaz z zalozenia fikcja miesza sie tam z rzeczywistoscia, a ponadto trudno wykluczyc, ze w jakims jednostkowym przypadku autor nie ma racji.  Polacy z reguly pisza protesty do wydawnictw, ktore nie wplywaja na polityke wydawcy i poglady autorow, lub odcinaja sie na lamach polskiej prasy emigracyjnej.

 

Nasze protesty daja ten efekt, ze publikacje te staja sie bardziej popularne i zachecaja pozbawionego skrupulow autora do ubarwiania swych przezyc, bo to zwieksza naklad i kase.

 

Jak zmienic te sytuacje?  Zastanawiamy sie nad tym bardzo czesto i trudno jest nam znalezc odpowiedz.  Moze poprzez rozmowy z tymi liderami srodowisk zydowskich, ktorzy wykazuja chec do dyskusji poniewaz, podobnie jak my, znaja historie i rozumieja jaka jest odpowiedzialnosc przywodcow grup etnicznych w panstwie wielokulturowym.

 

Innym przykladem prezentowania nas w krzywym zwierciadle jest nagminnie powtarzajacy sie w prasie australijskiej termin „Polish concentration camps“, uzywany przez niedouczonych dziennikarzy.  W takich przypadkach Polacy pisza listy do gazet anglojezycznych, ktore czasem, z wielkiej laski, je publikuja.  Chetnie natomiast drukuja artykuly Polakom nieprzychylne.

 

Trzy lata temu, poprzednie Prezydium Rady Naczelnej Polskich Organizacji w Australii podalo czolowy dziennik „The Australian“ do sadu Australijskiej Rady Prasowej za uzycie terminu „Polish concentration camps“ i proces ten wygralo, tzn. sad stwierdzil, ze gazeta nie miala racji.  Australijska Rada Prasowa jest dobrowolnym stowarzyszeniem wydawcow.  Kiedy przyszlo do praktycznego wyegzekwowania wyroku, juz w obecnej kadencji, Wydawca „The Australian“ zagrozil, ze sie z Rady wycofa.  Ta natychmiast zmienila stanowisko i zaczela pracowac nad kompromisem.  Skonczylo sie na publikacji bardzo delikatnego naszego tekstu.  Wydawca, przy tej okazji, docial jeszcze poprzedniemu Prezydium.

 

Ta sama gazeta opublikowala piekny, calostronicowy artykul przedstawiajacy wklad Polakow w rozszyfrowanie „Enigmy“.  Rzecz w tym, ze opublikowala go w formie ogloszenia, za ktore jeden z polskich filantropow Michal Kordek zaplacil ponad 20 tysiecy dolarow.  Podczas kiedy Polak za jedna strone gazety musi placic te niemala kwote, ten sam dziennik potrafi poswiecic tyle samo miejsca drukujac pozytywna recenzje ksiazki poswieconej glownie szkalowaniu Polski i Polakow.

 

Rok temu zebralem dokumentacje pokazujaca upodobanie mediow australijskich do terminu „Polish concentration camps“ i przekazalem ja poslowi Nutallowi, sekretarzowi parlamentarnemu premiera stanu Queensland, ktory z kolei zwrocil sie do federalnego Ministra d/s Imigracji z prosba o zajecie stanowiska.  Minister Ruddock odpisal, ze to niefortunny skrot dziennikarski, podobny do „Australian penal colony“.

 

W tym roku, w drugim najwazniejszym dzienniku australijskim „The Age“ ukazal sie artykul poswiecony jednemu z zydowskich multimilionerow i przy tej okazji czytelnicy dowiedzieli sie, ze jego rodzina uciekla przed wojna z „nazi Poland“.  Pikanterii dodaje fakt, ze ta rodzina uciekla z Gdanska.

 

Podjalem wstepne rozmowy majace na celu ustalenie, czy byloby rzecza sensowna wystapienie do normalnego sadu o milionowe odszkodowanie za systematyczne znieslawianie narodu polskiego.  Zwazywszy z jaka potega finansowa musielibysmy sie zmierzyc, niezbedna bylaby kwota rzedu miliona dolarow, aby przejsc przez wszystkie instancje odwolawcze.  Oczywiscie, jest rzecza niemozliwa zebranie takiej kwoty.

 

W obronie dobrego imienia Polski i Polakow pomagaja nam ambasador i konsul generalny, ktorzy wypowiadaja sie publicznie w tej sprawie.  Brak jest natomiast jakiejkolwiek aktywnosci w tym zakresie ze strony znajacych lokalne srodowisko konsulow honorowych.

 

Jest, w moim przekonaniu, jedno szczegolnie wazne zadanie, ktore spoczywa na Polakach w kraju osiedlenia.  Polega ono na otoczeniu opieka wszelkich sladow polskosci, a szczegolna opieka tych elementow, ktore maja ogromne znaczenie dla naszej kultury i historii.

 

W Australii znajduje sie niezwykly pomnik polskosci - polskie imie na najwyzszym szczycie kontynentu.  Jedyny, obok Everestu, liczacy sie wierzcholek na swiecie, ktory posiada tak wyobcowana z lokalnego srodowiska nazwe.

 

Od szczytu pochodzi nazwa jednego z najwazniejszych i najbardziej popularnych parkow narodowych w Australii.  Park ten odwiedza co roku kilka milionow turystow z calego swiata i wszyscy interesuja sie pochodzeniem tej dziwnej nazwy.  Nic tak dobrze nie wprowadza w sprawy polskie i paralele historyczne Polski i Australii jak Mt Kosciuszko.  Podobne reakcje musza sie rodzic w kazdym uczniu na swiecie uczacym sie geografii.  Jest to wiec jeden z najbardziej znanych polskich terminow na calym globie ziemskim.  Dla Polaka, gdziekolwiek na swiecie, jest ogromna satysfakcja tlumaczenie pochodzenia tej osobliwosci.

 

W moim przekonaniu najwazniejszym zadaniem Polakow w Australii, jesli chodzi o promowanie polskosci, jest utrzymanie tej nazwy.

 

Nie jest to sprawa oczywista, ani prosta, poniewaz na calym swiecie obserwuje sie trend polegajacy na tym, ze nazwy nadane w czasach kolonialnych zastepuje sie dawnymi, tradycyjnymi.  Plemiona indianskie czy maoryskie upominaja sie o swoje dziedzictwo i zwykle sa satysfakcjonowane.  Dlatego najwyzszy szczyt Ameryki Polnocnej nie nazywa sie juz Mount McKinley ale Denali.

 

Podobny proces ma miejsce w Australii, gdzie, dodatkowo, zmiana nazw traktowana jest jako pierwszy etap w roszczeniach dotyczacych prawa wlasnosci calych regionow.  Ta moda na nazwy aborygenskie doprowadzila nawet do tego, ze wprowadza sie nazwy plemienne nawet tam, gdzie nigdy wczesniej nie istnialy.

 

W ubieglym roku podjeto pierwsza probe zmiany nazwy Mt Kosciuszko.  Inicjatorem byl burmistrz malego miasteczka lezacego u podnoza Gor Snieznych, ktoremu najbardziej chyba zalezalo na reklamie w zwiazku ze zblizajacymi sie wowczas wyborami samorzadowymi.  Wykorzystal fakt, ze w styczniu tego roku przypadala setna rocznica Federacji Australijskiej i na szczycie Mt Kosciuszko, w obecnosci kamer telewizyjnych i mikrofonow radiowych oraz przedstawicieli prasy oglosil, ze Strzelecki nie byl pierwszy poniewaz przed nim na szczyt wchodzili miejscowi pasterze i aborygeni, w zwiazku z czym szczyt powinien nosic imie jednego z pastuchow lub nazwe aborygenska.  Na szczescie, burmistrz nie zaproponowal zadnej nazwy. 

 

Niektore gazety australijskie podjely ten temat, zapraszajac czytelnikow do wypowiedzi.  Nie zachecalismy rodakow do udzialu w tej dyskusji, prosilismy natomiast by raczej zachecac do wypowiadania sie zaprzyjaxnionych - Australijczykow.  W imieniu Rady Naczelnej rozmawialem natomiast z bliskimi Polakom politykami, uzyskujac ich poparcie w tej sprawie.

 

Obchody stulecia Federacji nie obejmowaly zmiany najwyzszego szczytu kontynentu.  Nie wykazali zainteresowania tym tematem aborygeni.  Jesli natomiast podejma ten temat w przyszlosci, to zagrozenie bedzie znacznie wieksze, poniewaz kazdemu rzadowi bedzie latwiej wykpic sie zmiana nazwy niz placic wielomiliardowe odszkodowania za krzywdy poniesione przez aborygenow dwiescie lat temu.

 

Trzy lata temu Sluzba Parkow Narodowych Nowej Poludniowej Walii zwocila sie z prosba do spoleczenstwa polskiego w Australii o pomoc w sfinansowaniu rekultywacji szczytu Mt Kosciuszko.  W zamian obiecali wyznakowanie szlaku na szczyt kwiatem przeslanym Adynie Turno przez Strzeleckiego, wyeksponowanie roli Strzeleckiego i Kosciuszki na wszystkich tablicach parkowych i w wydawnictwach oraz wprowadzienie przedstawiciela Polonii do Rady Parku.

 

Owczesne Prezydium Rady Naczelnej Polskich Organizacji w Australii nie wykazalo zadnego zainteresowania ta propozycja i prace na szczycie odbyly sie, w ograniczonym zakresie, bez naszego udzialu.  Przy tej okazji ukarano nas za brak zainteresowania zdejmujac polska tablice mowiaca o motywach Strzeleckiego, a postawiono nowa, z ktorej miliony turystow dowiaduja sie co roku, ze Strzelecki nie byl pierwszy.

 

Jesli uda nam sie przekonac Sluzbe Parkow Narodowych Nowej Poludniowej Walii, aby wrocila do pierwotnego projektu, to poprosimy zarowno Polske, jak i Polakow w innych krajach o pomoc w jego sfinansowaniu.

 

Reasumujac wiec:

1. Musimy byc dobrymi obywatelami naszych przybranych ojczyzn, dbac o ich rozwoj i nasza w nim role.

2. Im wieksza role bedziemy odgrywac, tym bardziej mozemy pomoc Polsce w jej slusznych staraniach o nalezne miejsce w swiecie.

3. Rowniez i w trosce o nasze dobre imie powinnismy dbac o dobre imie Polski i Polakow.

4. Musimy dbac o zachowanie symboli polskosci, tam zwlaszcza gdzie stanowia one wartossc nie tylko dla Polakow, bo stanowia wklad do swiatowej kultury.

5. We wszystkich tych sprawach mamy prawo oczekiwac pomocy ze strony wladz Rzeczypospolitej Polskiej, a takze solidarnosci Polakow zamieszkalych w innych krajach.

Janusz Rygielski